2017.07.22

Rohacze. Powrót w tamte rejony Tatr Zachodnich chodził za nami przynajmniej od lat 3. Zawsze coś kolidowało, coś wypadało… A to pogoda, a to choroba, a to… Pomysł wyjazdu jednodniowego (bo niedzielę znowu mieliśmy zajętą) na sobotę 22 lipca 2017 roku zrodził się w środę. Ustaliliśmy, że jedziemy w ciemno już w piątek po pracy – tak żeby zanocować blisko Zuberca, w najgorszym wypadku gdzieś na granicy i móc wyjść w góry ok. 5 rano. Zatem o godz. 15 w piątunio wyruszamy z Tarnowa. Dość szybko przebijamy się na granicę w Chyżnem. Nawet nie wstępujemy do hotelu na granicy tylko „drzemy” do Zuberca. Jakby co to będziemy się wracać. W Zubercu parkujemy obok naszego ulubionego sklepu turystycznego. Obok jest tam bowiem Pensjonat „Milotin”. Brak miejsc. Dziewczyna w recepcji mówi, żeby się w Josu zapytać. Jej zdaniem powinni mieć miejsca. My jesteśmy dość sceptycznie nastawieni ale skoro już tak blisko jesteśmy… Nie możemy przejść obojętnie jednak obok turystycznego sklepu. Wstępujemy i Jacek wychodzi z nową kurtką. Rasowa z kolegi „galerianka” trzeba przyznać. W Pensjonacie Josu rzeczywiście załapaliśmy się na nocleg. To zajebiście ustawia nam wieczór. Kierowca też będzie mógł. Zasiadamy w restauracji. Zawsze mieli tam dobrą kuchnie i tym razem nie zawiedliśmy się. Przy kolejnym piwie dosiada się do nas słowacka rodzinka z Bratysławy. Zamawiają wino. Dostają buteleczkę i dziewczyna zaczyna się śmiać. Okazuje się, że to wino z winnicy jej brata. Stolik za nami też rozkręca się imprezka cyklistów. Przy kolejnym już się zbrataliśmy. Śpiewamy „Góralu czy ci nie żal”. Najpierw po słowacku, potem po polsku. I jeszcze raz, i jeszcze. Około godz. 22ej uciekamy do pokoju. O 4:15 już nie śpimy. Zbieramy się. Przed godziną 5 rano meldujemy się na parkingu przy wyciągu stacji narciarskiej Spalena-Ski. Wyruszamy. W głąb doliny Rohackiej idzie nam się płynnie. Krótki postój na uzupełnienie płynów obok nieczynnego jeszcze bufetu (Tatliakova Chata). Dalej za znakami niebieskimi zmierzamy w kierunku Smutnej Przełęczy. Za krzyżówką ze szlakiem zielonym odchodzącym w kierunku rohackich jeziorek kosodrzewina zanika. W tej części Smutnej Doliny wysokość łapie się szybciej. Na przełęcz wchodzę tuż przed godz. 7:00. Dochodzi Jacek i rozpoczynamy śniadanie. Jesteśmy zaskoczeni czasem w jakim weszliśmy na Smutną Przełęcz. Po posiłku rozpoczynamy graniówkę w kierunku Rohacza Płaczliwego. Im bliżej szczytu tym robi się ciekawiej. Trzeba się czasami i powspinać w niedużych kominkach. Jest syto, jest fajnie. Szczyt osiągamy o godz.: 8:05. Jesteśmy na 2125 m npm. Focimy oczywiście. Nie siedzimy jednak zbyt długo. Kolejny cel to Ostry Rohacz. Obniżamy się do rozejścia Pod Placlivym i znowu wchodzimy w grań. Przed samym szczytem dwa łańcuszki. Na szczycie już jest parę osób. Szybko się stamtąd zbieramy. Przy ubezpieczonym łańcuchem płytami wymijamy się z idącymi z przeciwka. Jesteśmy na Przełęczy Jamnickiej. Do Wołowca mamy jakieś 150 metrów przewyższenia. Mijają nas turyści zmierzający od tej strony na Rohacze. Walą tłumy. My wychodząc wcześnie rano mieliśmy szczęście obcować z górami indywidualnie. Bardzo to sobie cenimy. Wołowiec. Schodzimy a z naprzeciwka naciera szarańcza. Na zejściu z Rakonia na Przełęcz Zabrat nie jest wcale lepiej. Sedlo Zabrat (1656m npm). Szybkie focie i decyzja o kierunku dalszego marszu. Jak pójdziemy w lewo to wylądujemy w Tatliakovej Chacie, jak w prawo to zejdziemy do Latanej Doliny. Nie mamy ochoty na „inne krupówki” więc idziemy do Latanej Doliny. Początkowo taki przyjemny trawersik w kosówce. Wąska ścieżka, czyli taka jaką najbardziej lubimy. Od Zielonego szlaku już tak przyjemnie nie jest. Trasa z tych które trzeba po prostu zaliczyć jak się chce robić pętle. U wylotu doliny nieopodal Chaty Zverovka jesteśmy o godz.: 12:35. W Restauracji Pensjonatu Svindlovec kosztujemy schodzone „nealko”. Kiedy po godzinie 13ej wyjeżdżamy z parkingu Pod Spaleną nad górami zbierają się burzowe chmury. Tak jak stało w prognozie pogody. Po drodze obiadek w Barze pod Cycem na przełęczy Gruszowiec.

bottom corner