2017.11.17-19

Jaworki. Piątek 17 listopada 2017 roku. O godz. 15ej wsiadam do autobusu linii nr 9 relacji Szpital św. Łukasza – Mościce. Natężenie ruchu znaczne ale tak mniej więcej do przystanku naprzeciwko byłego II LO posuwamy się płynnie. Koszmar zaczyna się na wysokości DH „Świt”. Odcinek niespełna 1,5 km pokonujemy w czasie 27 minut. Wszystko przez ciągnącą się od kilku lat kolejową inwestycje, która w pierwotnym zamiarze miała „postawić” nowy/stary wiadukt kolejowy. Obecnie działania kilkuosobowego zespołu pracowniczego skupiają się na okiełznaniu wód podziemnych, które jak zalewały po opadach deszczu nawierzchnie pod wiaduktem tak zalewają. No ale już po 40 minutach po rozpoczęciu podróży komunikacją miejską wysiadam na skrzyżowaniu ulic: Czerwonej i Anioła. Witam się z czekającym przyjacielem i wsiadam do pojazdu. Kierujemy się na Jaworki, te gdzie jest „Muzyczna Owczarnia”. Musimy na chwilę wjechać do Nju Sącza co niestety oznacza, że znowu lądujemy w korku. Wyjeżdżamy z tej nekro… ups „metropolii” i zaczynamy rozważać gdzie by tu coś „wtranżolić”. Najwygodniej byłoby nam zostawić pojazd na mecie w Czarnej Wodzie i już na piechotkę udać się do jaworkowej karczmy. Niestety deszcz zaczyna coraz bardziej napierdzielać. Nie pozostaje nam nic innego jak załatwić sprawy w Szczawnicy. Obiadokolacja w Restauracji Chatka, zakupy w Delikatesach Centrum i zmierzamy dalej. W Jaworkach widzimy jakiego dobrego wyboru dokonaliśmy. W karczmie głucho. W 3 minuty jesteśmy na kwaterze w mjsc. Czarna Woda. Zaczynamy od odpalenia termosu i okiełznania tv. A tam nasz ulubiony redaktor Adrian prosi posła z „glebopartii” by ten wytłumaczył koleżance z „nowośmiesznych” dlaczego w sklepach jajka są takie drogie. Zaskakująca odpowiedź brzmi: bo brakuje kur. Termos za termosem i wybiła pierwsza w nowej dobie. Rano robimy śniadanko. Za oknem pada kapuśniaczek. Kiedy kończymy konsumpcje już nie leje. Wychodzimy. Zaczynamy realizować plan. A ten jest niezwykle wręcz prosty. Dostać się poza szlakiem albo na Prechybę albo na Radziejową. Wygodną droga leśną numer 8 zaczynamy się wdzierać w tereny dawnej Rusi Szlachtowskiej. Idziemy wzdłuż potoku. Po mniej więcej pól godzinie marszu zaczynamy od czasu do czasu spoglądać na aplikacje mapy.cz. Na razie jednak żadna z odchodzących w prawo ścieżek nie wygląda zachęcająco. Za kolejnym mostkiem spotykamy parkę (jak się za parę godzin okaże ze Śląska). W sumie plan maja podobny. My – po krótkiej konwersacji – idziemy dalej, natomiast młodzież zastanawia się czy aby nie zrobić wycieczki na tzw. skuśkę. 20 minut później spotykamy się ponownie, w najwyżej położonym punkcie naszej drogi leśnej, w miejscu z którego jest stosunkowo najłatwiej dostać się do szlaku czerwonego na grzbiecie Złomistego Wierchu. My po minięciu przecinającej naszą drogę kolejnej stokówki udajemy się w prawo nie wchodząc na kulminacje południowego Złomistego Wierchu. Nasza ścieżka jakoś dość szybko zanika. Pozostaje nam niezbyt uciążliwe chaszczowanie między ośnieżonymi „choinkami”. Panuje permanentna zima. Z lasu wychodzimy nieopodal przełęczy Rozdziele pod Radziejową. Nie chce nam się dymać na górę więc sam szczyt omijamy po wyznaczonym szlaku narciarskim i rowerowym. Jesteśmy na Przełęczy Żłobki. Tu na śniegu widać, że jakiś ruch turystyczny na tym odcinku się odbywa. Nie dziwi to gdyż jesteśmy bardzo blisko Rytra a i nieodległy Wielki Rogacz i w perspektywie Obidza sprzyja spacerom. Oddalamy się w kierunku krzyżówki ze szlakiem żółtym. W miejscu, w którym rozpoczyna się podejście na Wielki Rogacz z prawej strony w dół odchodzi leśna droga. Wybieramy ją – gdyż postanowiliśmy – przez możliwie długi czas poruszać się poza szlakiem. Poza tym posiadana mapa wskazuje, że wybór tej drogi skróci nam czas przejścia o przynajmniej 1h. Idziemy zatem, wydeptaną w śniegu ścieżką. Niespecjalnie tracimy wysokość. Raczej cały czas trawersujemy zbocza Wielkiego i Małego Rogacza. Do szlaku czerwonego (z Obidzy do Jaworek) dochodzimy ok. 2km za krzyżówką ze szlakiem niebieskim na Wielki Rogacz. Z tej strony szlaku wejście na ten skrót nie jest tak oczywiste jak od strony Przełęczy Żłobki. Dalej czerwonym zmierzamy w kierunku rezerwatu Białej Wody. Jest takie miejsce gdzie szlak czerwony lekko odchodzi w lewo a na wprost wiedzie wyraźna droga leśna. Rozochoceni łażeniem poza szlakiem wybieramy oczywiście tą wersje. Prawie zdążyliśmy z tego „podniecenia” napisać nowy przewodnik po tej części Beskidu Sądeckiego kiedy łączymy się ponownie ze szlakiem czerwonym. Dalej już bez sensacji do polan nad Rezerwatem Biała Woda. Rozbawia nas tabliczka lasów państwowych informująca o zakazie schodzenia ze szlaku. Od teraz naszą dyskusje zdominowały kwestie żarcia i picia w karczmie, która mamy nadzieję dzisiaj będzie otwarta. I rzeczywiście słowo ciałem się stało. Ale… na drzwiach wejściowych niepokojąco wygląda kartka z napisem „Karczma czynna do godz. 18.00 – rezerwacja sali”. Jest godzina 14:45. No cóż trzeba będzie się spieszyć z konsumpcją. Obsługa znana od lat. Informujemy zatem dziewczyny, że tym „wyczynem” spieprzyły nam dzisiejszy wieczór. Niestety nic się nie da zmienić. Zakończenie sezonu świętować tam bowiem będzie lokalny klub sportowy. Uzyskaliśmy jednak zapewnienie, że akurat my nie musimy się tak stricte tej 18:00 trzymać, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Po drodze na kwaterę wpadliśmy na małe zakupy na śniadanie i coś na wieczór (z założeniem, że jak nie będzie woli to przywieziemy z powrotem) do pobliskiego sklepu. W sumie wszystko zmierzało do tego, że jednak przywieziemy. Sytuacja radykalnie się zmieniła gdy w „telewizorni” zobaczyliśmy tego ch(…) Szejnfelda. No po prostu na trzeźwo tego buca nie dało się słuchać. Poszło. Ranek był piękny i przyjemny. Przy śniadaniu ustalamy, że wracamy do naszych MSZ na indywidualny konkurs skoków w Wiśle – po drodze wstępując na obiad do restauracji w Melsztynie. Zatem mamy tylko tyle czasu by odwiedzić Wąwóz Homole i pójść wyżej na platformę widokową nad wyciągiem krzesełkowym w Jaworkach gdzie żaden z nas tam jeszcze nie był. Z platformy kapitalny widok na cały główny grzbiet zachodniej części Beskidu Sądeckiego i części pasma granicznego od Przełęczy Rozdziele gdzie swój koniec ma Pasmo Małych Pienin. Powrót zgodnie z planem.

bottom corner