2009.10.03

Bystra Ławka. Taki pomysł się nam zrodził na początek jesieni. O 4.30 wyruszyliśmy z Tarnowa. Po dwóch postojach związanych z nabyciem termosów po 7ej rano dojechaliśmy do Strbskiego Jeziora. Jeszcze tylko krótki postój w otwartej już! knajpce koło Hotelu FIS - gdzie spożyliśmy przygotowane w domu kanapki popchnięte tamtejszym bażantem - i wchodzimy do Doliny Młynickiej. Początkowo między drzewami, później kosówką dochodzimy do Wodospadu Skok. Jest słonecznie ale równocześnie wieje nieprzyjemny zimny wiatr. Idziemy w czapkach i rękawiczkach. Wchodzimy na próg powyżej wodospady i lekkim wypłaszczeniem dochodzimy do kolejnego progu który musimy sforsować. Na głazie na początku podejścia tablica poświęcona ratownikom Horskiej Służby oraz obsłudze śmigłowca który spadł tutaj w roku 1970. Wchodzimy na próg i dochodzimy do Capiego Stawu. Okrążamy staw od zachodniej strony i rozpoczynamy podejście na przełączkę. Pojawia się śnieg i oblodzone kamienie. Uważamy pchając się stromo do góry. W połowie podejścia odpoczynek. Spoglądamy na wschód na Capie Wieże i Szatana. W dole lśni Capi Staw. Dochodzimy do początku łańcuchów. Tuż przed jest trochę ślisko (lód pod śniegiem). Wchodzimy trzy metrowym łańcuchem na górę i szybko schodzimy wykorzystując inne ubezpieczenie po drugiej stronie. Szukamy nasłonecznionego miejsca. Jest takie ok. 20 metrów poniżej sedla. Odpoczywamy i podziwiamy. A jesteśmy już w górnej części Doliny Furkotnej. W oddali widać Krywań, pod nami Wyżni Wielki Staw Furkotny. Schodzimy, mijając Furkotne Oczko dochodzimy do krzyżówki za szlakiem niebieskim którym moglibyśmy - gdybyśmy zamierzali dotrzeć do górnej stacji wyciągu krzesełkowego na Solisku. Schodzimy z 10 minut poniżej krzyżówki i zatrzymujemy się na herbatkę na którą nad Furkotnym Potokiem zaprasza Witek. Zabrał przyjaciel ze sobą aby przetestować taki "czajnik na gaz". Ooo sprytne urządzenie szybko zagrzało wodę z potoku. Po herbatce już bez emocji dochodzimy do podkrywańskiego chodnika i dalej tymże (szlak czerwony) dochodzimy do południowej części Strbskiego Jeziora. Zmierzamy do znanej mi knajpki na dworcu kolejowym. I tu jedyna porażka dnia dzisiejszego. Oj bracia Słowacy przekombinowali. Taka kultowa knajpka była a na taki powszedni fast food przerobili. Siadamy obok tj. w innej knajpce pod parasolami. Konsumpcja (obiad i ten bażant). Wracamy. W drodze powrotnej sms-ami otrzymujemy dane z półfinałowego meczu na Mistrzostwach Europy w siatkówce. Nasze dziewczyny grają z Holenderkami (dzięki którym notabene weszły do czwórki). Jest fatalnie. Przegrywamy już 2:0. Zatrzymujemy się koło Orlenu i wchodzimy do gry tj. mamy rekwizyty do kibicowania. Jest 2:1!. Niestety było 3:1. 

 

bottom corner