2010.11.11

Dzień Niepodległości. W kraju: parady, akademie, uroczystości z udziałem całej tej grupy macherów, którzy co cztery lata mieląc jęzorkiem próbują się załapać na nic nie wnoszącą gimnastykę ręczną itp. roszady. Pogoda sprzyjała. Jeszcze 10ego wieczorem skład wycieczki był znacznie szerszy. Po godzinie siódmej melduję się na Dworcu PKP w Tarnowie. Z rozmowy telefonicznej przeprowadzonej jeszcze gdy jadę sobie „9tką” wiem już że na kawę na atresoli nie ma szans. Kiedy spotykam przyjaciół dowiaduję się, że PKP "zabezpieczyło" obsługę w kasach na stacji w Mościcach. Kawa ostatecznie była w restauracji „Secesja”. O mały włos a spóźnilibyśmy się na pociąg i Jacek musiałby bez biletu jechać dalej. Do Nowego Sącza docieramy bez przeszkód – w drodze kosztując chrzanówkę” (prawdę powiedziawszy mnie nie specjalnie podchodzi ale... o gustach się nie dyskutuje podobno). Do Młodowa docieramy autobusową komunikacją zastępczą. Autobus zastępczy niestety w przeciwieństwie do pociągu zatrzymuje się wtedy kiedy podróżny zasygnalizuje chęć wysiadania. To sprawia, że wysiadamy już po minięciu mostu na Popradzie do mjsc. Głębokie. Przekraczamy most i odnajdujemy znaki niebieskiego szlaku gminnego. Za kościołem przed bramą ośrodka Słoneczny Stok (dydaktyczny Akadamii Finansów) skręcamy w lewo i po niedługim czasie wchodzimy w prawo w drogę gruntową, którą łagodnie trawersując zbocze osiągamy powyżej Słonecznego Stoku polany Kretówka. Droga cały czas lasem bukowym, ścieżka pokryta jest liśćmi drzew. Warstwa liści nierzadko sięga połowy goleni. Ciepło i bezwietrznie. Focimy na lewo i prawo co się da. Po upływie godziny osiągamy zabudowania na Kretówkach a 10 minut później krzyżówkę ze szlakiem czerwonym (PTTKowskim z Rytra). Pojawia się podpiwek i pigwowiec. Wchodzą o niebo – ba cztery nieba lepiej niż ten chrzanowy wynalazek. 40 minut i meldujemy się na mocno rozbudowanej Cyrli. Tłok jak zawsze przy ładnej pogodzie. Trochę wieje więc większość przybyszów zamierza spędzić czas wewnątrz. Mamy szczęście. Zwalnia się stolik. Zasiadamy. Zamawiamy. Wznosimy – wszak warto bo „impra” naprawdę udana. Konsumujemy (naleśniki z bajerami, łabowską kiełbaskę i golonkę) i wychodzimy na zewnątrz zwalniając miejsce innym „niedzielnym” turystom. Browarki kończymy na zewnątrz, focimy po czym oddalamy się w kierunku Rytra. Początkowo „czerwonym”. Przy rozstaju szlaku spotykamy dwa miejscowe pieski. Są łagodne. Schodzimy do Rytra drogą od strony przysiółka Makowica. Po drodze wstępujemy na ruiny zamku. Za parę lat pewnie go wreszcie dobudują – tak wyraźna jest bowiem różnica między tym co pamiętamy z przeszłości (nie tak znowuż odległej) a stanem obecnym. Schodzimy i ponieważ mamy jeszcze godzinę do odjazdu naszego pociągu na gumowych – co ważne dmuchanych – kółkach oddalamy się na pobliską stację Orlenu. Zasiadamy. Zamawiamy. Wznosimy – wszak warto bo impra naprawdę udana. Na obowiązkowo płaskim ekranie tv leci „Szansa na sukces”. Za gwiazdę (sformułowanie „gwiazda” zaczerpnięte z audycji) robi celebrytka Doda. Trzeba to sobie jasno powiedzieć – program najlepsze lata ma już za sobą. Na przystanku zjawiamy się 15 minut przed odjazdem „pociągu”. Wcześniej podjeżdża kursowy PKS, ma wolne miejsca siedzące toteż wybór jest oczywisty. O 16.34 wyjeżdżamy z Nowego Sącza. W Tarnowie jesteśmy o godz. 18.24. Aga i Andrzej mają jeszcze godzinę do pociągu do Rzeszowa. To oznacza że jest czas na „Mimozę”. Zasiadamy. Zamawiamy. Wznosimy – wszak warto bo impra była naprawdę udana. Jeszcze tylko uzgadniamy szczegóły dojazdu na jutrzejszy koncert szwedzkiej grupy Sabaton i się rozstajemy.

bottom corner