2012.10.13-14

Muczne – Wetlina. 13 października godz. 500 miejsce Lwowska-Kościół. Tam dowództwo „sekty” wyznaczyło zbiórkę pierwszej grupy uczestników bieszczadzkiego wyjazdu. Pozbierawszy się na mieście wyjeżdżamy na obwodnicę i zapadamy w kontrolowaną drzemkę. Ok. 7ej już czas zacząć. Szybka penetracja wora i chwilę później słyszę charakterystyczny dźwięk łamanego aluminium. Stacja benzynowa w Sanoku, sklep sieci Biedronka i tak zeszło do mjsc. Muczne. Początek żółtego szlaku na Bukowe Berdo. Kurcze jaka nora, żeby chociaż czynny zajazd. Nic to trzeba liczyć na siebie. Fota na początek i dajemy do przodu. Obok budowanego chyba paśnika (bo jakoś nie wierzę żeby ktoś z BPN wpadł na pomysł budowy wiaty noclegowej dla turystów - byłoby to wszak w ich mniemaniu jakieś rażące naruszenie zasad ochrony przyrody – cokolwiek by to w tym kraju nie znaczyło) przerwa i pojawia się w dłoni Darka pepsi. Smakuje trochę inaczej. Mniejsza o plasterek cytryny (w końcu to warunki bojowe)ale skojarzenia z tytułową piosenką z ostatniej płyty duetu Korycki –Żukowska jakby się same nasuwają. Przepłukawszy gardło ruszamy przez las do góry. Wychodzimy na polany. Już w oddali widać Bukowe Berdo. Przerwa na to samo. Krzyżówka ze szlakiem niebieskim z Widełek. Grupa – nazwijmy dla rozróżnienia – „afrykańskich biegaczy” już daleko z przodu. My spokojnie grzbiecikiem focząc tu i ówdzie wchodzimy na szczyt Bukowego Berda. Po drodze chwila zadumy przy epitafium dla Mariana Hadło ksywka „Baca”. Asia otwiera hm „tymbarka” (?!). Wszyscy są zadowoleni. Opuszczam siedzącą grupę i rozpoczynam zejście w kierunku Przełęczy Goprowców gdzie czeka grupa „afrykańskich biegaczy”. Na przełęczy ciasto i coś do. 20 parę minut i nie zatrzymując się na Tarniczce wchodzimy na najwyższy szczyt naszych bieszczadów. Popas. Fotki grupowe, rodzinne, widokowe etc. Zaczyna mżyć. Schodzimy na przełączkę i dalej za znakami czerwonymi, połoniną Szerokiego Wierchu oddalamy się w kierunku mjsc. Ustrzyki Górne. Bardzo blisko czołówki trzyma się kolega który zakontraktował się dzisiaj na „12 rund”. Na końcu połoniny postanawiam nie czekać aż się grupa zbierze do kolejnej zbiorówki i oddalam się w kierunku znanego mi wodopoju. Oj ale się trasa dłużyła, w końcu ok. 1430 mam to w ustach. Taa... to można i coś wreszcie zamówić do picia i jedzenia. Koleżeństwo powoli dochodzi i zasiada (z wyjątkiem dwóch osób które postanowiły zaliczyć jeszcze Połoninę Caryńską). W Ustrzykach Górnych spotykam połowę zaprzyjaźnionej Kancelarii Prawnej. Posiliwszy się wsiadamy do busa, którym docieramy na Przełęcz Wyżniańską. Jesteśmy w Bacówce pod Małą Rawką. Małe zamieszanie. Mamy podobno jedną glebę. Klon zamierza się poświęcić ale nic mu z tego nie wychodzi. Ląduję w tym samym pokoju w którym spałem podczas ostatniego pobytu. Osiem osób na dziewięć nie ma współpasażera. Iwona natomiast dostała ulubionego zwierzaczka, albo raczej to kociak wybrał sobie strategiczne miejsce. Wieczerza jak zwykle chwilę trwała. Rano dość szybko się postawiłem do pionu. Na śniadanie jajecznica. W menu było napisane że z czterech jajek. Mam co do tego pewne wątpliwości skoro zazwyczaj wystarcza mi z dwóch, a tu musiałem zamówić sobie jeszcze placki z sosem czosnkowym. Dzielimy się na dwie grupy. Ja z Agatą i Tomkiem udajemy się na Połoninę Wetlińską. Na Przełęcz Wyżnią dowozi nas bus. Wchodzimy na browca do Chatki Puchatka. Wieje ale to przy takiej pogodzie w tym miejscu norma. W okolicy Hnatowego Berda Janusz dzwoni, że schodzą już Działem. To nas determinuje i niebawem meldujemy się na Przełęczy Orłowicza. Szybka fota i schodzimy do Wetliny. Na miejscu zasiadamy w restauracji Stare Sioło. Polewają niszowe piwa. Konsumujemy. Niestety musimy zrezygnować z pozostałego zamówienia (na wyraźne życzenie obsługi która jakoś przez 30 minut nie jest w stanie odpalić grilla). Wracamy do domu na 18tą – w sam raz aby zobaczyć jak miejscowi żużlowcy zdobyli mistrzostwo kraju.

 

bottom corner