2010.12.04-05

Turbacz – Mikołajki 2010. 4 grudnia 2010 roku. Godzina 6.45 zbiórka na skrzyżowaniu obok nowo budowanej stacji benzynowej koło „Kauflandu”. Jesteśmy w komplecie. Jurek dotarł ale tylko po to, aby telefonicznie poustawiać wyjazd autobusu. W oczekiwaniu na pojazd przemieszczamy się karnie między usytuowanymi po obu stronach ulicy Lwowskiej przystankami autobusowymi zgodnie ze wskazówkami przewodnika stada. W Tarnowie zabieramy jeszcze pozostałych uczestników mikołajkowej wycieczki z przystanków pod Hotelem Tarnovia i na zajezdni autobusowej w Mościcach. Jedziemy powoli ale co najważniejsze zawsze do przodu. Po drodze dwa wymuszone przez dziewczyny postoje na stacjach benzynowych – z których skwapliwie korzystają także pozornie nie zainteresowani i już wjeżdżamy do Nowego Targu. Koło kościoła w Kowańcu dosiada się Kiler i syn szefa. Kilometr dalej obok goprówki na Długiej Polanie definitywnie ewakuujemy się z autobusu. Rozpoczynamy pieszą wędrówkę. Od razu ucieka nam grupa himalaistów. Jest po 11ej, lekki mrozik i błękitne niebo na trasie. Pogoda marzenie. Stopniowo robimy wysokość. Odpoczywamy obok daczy na pierwszej brożkowej polanie. Potem jeszcze analogiczny popas na Bukowinie Waksmundzkiej. Podziwiamy Tatry i z zazdrością patrzymy na pierwszych turystów na nartach backcountrowych. Niespiesząc się o 16ej dochodzimy do Schroniska na Turbaczu. W schronisku niewielu turystów. Z naszej grupy parę osób. Reszta po krótkim pobycie poszła pochodzić sobie po okolicy. Zamawiamy obiad: świetną zupę czosnkową oraz kaszankę z kapustą zasmażaną... no i grzane piwo. Czas trochę się dłuży więc też wychodzimy. Na szczyt Turbacza. Wspólne szczytowanie po zachodzie słońca. Jest mroźno, zatem po namierzeniu znanych nam z wcześniejszych wpadek wiatrołapów szybciutko się oddalamy. Wieczorem koledzy dzielą się wspomnieniami z trekkingu wokół Annapurny. Po slajdowisku zasiadamy w głównej sali i konsumujemy, konsumujemy oraz... konsumujemy. Rano msza święta pod przewodnictwem Roberta. Następnym razem będziemy coś tam tuż przed nabożeństwem zbierać poza kasą oczywiście ale to póki co raczej dość odległa przyszłość. Śniadanie a po śniadaniu, na placu przed schroniskiem najpierw czołgam się pod kijami w kierunku południowym by zaraz potem z podniesionym czołem przejść pod kijami w kierunku północnym. Po tej inicjacji dwóch prezesów wręcza mi legitymacje członkowską z numerem 86. Uroczysta fotka i oddalamy się w kierunku Starych Wierchów. Przejrzystość powietrza jest niesamowita. Poza Tatrami na południu na zachodzie dumnie wypina się królowa polskich gór. W słoneczku pod schroniskiem browarek. Jeszcze tylko postój na Maciejowej i schodzimy czarnym wzdłuż wyciągu do Rabki. W miłej, luźnej i radosnej atmosferze wracamy do Tarnowa. Kolejna wyprawa zakończona.

 

bottom corner