2012.08.14-16

Wadowice- Potrójna- Hrobacza Łąka – Bielsko Biała. 14 sierpnia 2012 roku. Pierwsze moknięcie w drodze do Dworca Kolejowego w Tarnowie. Godzina 640 pociąg relacji Nowy Sącz – Kraków Główny, tzw.”Dunajec”. Siedząc w wagonie numer 2, zapraszamy sms-owo koleżankę wsiadającą w Brzesku-Okocimu do naszej części pociągu – niestety jak się okazuje, czas i odległość od/do tramwaju ww. ma decydujący wpływ na wybór ostatniego wagonu (czyt. „dostaliśmy kosza”). Około 810 wysiadamy w Krakowie. Mamy 45 minut do odjazdu autobusu do Wadowic. Przysiadamy na dworcu autobusowym i przyglądamy się spieszącym w pośpiechu. Część z nich to ani chybi różnej maści żydzi, ciągle pytają w pobliskiej informacji o możliwość dojazdu do Auschwitz. Wsiadamy do busa do Wadowic. Zaczyna padać. Po upływie pół godziny jesteśmy już na miejscu. Szybka konfrontacja rozkładu jazdy. Do miejscowości Ponikiew mamy pojazd za 10 minut. Bosko!. Wsiadamy. W czasie drogi znowu zaczyna padać. Wysiadamy. Leje. I jak tu nie ufać tym co w niebiosach. Obok przystanku „Zajazd pod Leskowcem”. Wchodzimy. Kurcze jakieś inne „Tyskie Gronie” mają. Przeczekujemy i jak opad zmniejsza natężenie ubieramy „żabki” i wychodzimy. Zaraz za zajazdem napotykamy znaki szlaku niebieskiego który po upływie 15 minut na krótko gubimy (albo przestaniemy prowadzić intensywne dyskusje albo przestaniemy nadmiernie ufać własnej intuicji). Na podejściu ściągamy „żabki”. W niecałą godzinę dochodzimy do krzyżówki ze szlakiem zielonym. Za jego znakami wchodzimy na Groń Jana Pawła II (890m npm – do 2004 roku szczyt nosił nazwę Jaworzynka). Na szczycie kaplica poświęcona Bogu, górom i JP II. 3 minuty poniżej szczytu Schronisko PTTK na Leskowcu. Wewnątrz miła niespodzianka. W żywieckim zagłębiu dystrybutor okocimia. Aaa... i doskonała kwaśnica. Posiliwszy się wychodzimy i dalej kierujemy się za znakami czerwonymi w kierunku Łamanej Skały (929m npm). Wchodzimy na Leskowiec (922m npm). W oddali widzimy coś co wygląda na realizowany od połowy lat 80 XX wieku projekt hydrotechniczny: „zapora w Świnnej Porębie”. Dalej lasem liściastym. Zero turystów, tfu tfu jest taka jedna - najczęściej pochylona nad ściółką - z którą się co jakiś czas mijamy, jak się okaże w chatce „wilczyca”. Po krzyżówce ze szlakiem zielonym wchodzimy na parę wychodni skalnych i już jesteśmy na Łamanej Skale. Nie zatrzymując się schodzimy i dochodzimy do górnej stacji sześcioosobowego wyciągu krzesełkowego Czarny Groń. Przełęcz „Na Przykrej” i krzyżówka ze szlakiem żółtym schodzącym do studenckiej „Chatki na Potrójnej”. W 10 minut jesteśmy. Rozgaszczamy się. Robiąc sobie w kuchni herbatę do kolacji zauważamy nad drzwiami wejściowymi do pomieszczenia taką sentencje Szekspira: „zdolność regeneracyjna bezinteresownego skurwysyństwa jest nieograniczona”. Penetracja pozostałych ściennych zapisów pozwala na zapoznanie się z m. in. z tym czy do grobu należy dotrzeć w pełni sił czy też będąc znacznie wyeksploatowanym. Nie ma podstaw do polemizowania z autorem tekstu. W międzyczasie dochodzi „wilczyca” czyli Kasia z UW. Pod wieczór ku naszemu zdziwieniu przyszła jeszcze Kinga, co rozbudziło dyskusje na temat ruchu turystycznego w XXI wieku w rozbiciu na płeć uczestników. Okazało się, że teraz to dziewczęta są grupą dominująca. W samej chatce znajduje się pianino, gitara i akordeon. Rano śniadanie i wychodzimy – tak się składa razem z Kasią – w teren. My oddalamy się żółtym, „wilczyca” gdzieś tam po „psich śladach”. Spotykamy się pod szczytem Czarny Groń (Potrójna). Razem - próbując m.in. ustalić czy częstotliwość i donośność wycia jest powiązana z płcią osobnika - schodzimy na przełęcz Kocierską, gdzie znajduje się hotel, ośrodek spa i inne ważne dla „leminga” rzeczy. Kasia się oddala (drugi kosz w ciągu dwóch dni – ech chyba się trzeba sobie porządnie przyjrzeć z góry na dół) a my zasiadamy. Hoże dzierlatki w ludowych strojach zapodają: brackie oraz grillowane wątróbki zawijane w plastry boczku z pieczonym jabłkiem. Mniam, konsumujemy i czem prędzej się oddalamy w kierunku elektrowni na górze Żar. Z Kiczery (831m npm) umieszczony na szczycie zbiornik elektrowni wygląda naprawdę okazale. Bardzo źle nam się schodzi z góry Żar do poziomu zbiornika wodnego (Jezioro Międzybrodzkie). Cały czas taką rynną. Wreszcie dochodzimy do zapory wodnej Porąbka. Za nią przydrożny „Grill Bar” w mjsc. Żarnówka Mała, który ratuje nam życie. Nawadniamy się i konsumujemy posiłek. Odpoczywamy przeszło dwie godziny. Żółtym początkowo asfaltem dalej drogą bitą w lesie wchodzimy na Hrobaczą Łąkę. Tam prywatne schronisko czy chata turystyczna. Przed wejściem ławeczki a na nich miejscowy establishment politykuje. Bierzemy Harnasia w garść i chcąc nie chcąc dołączamy do chóru. Obok raz po raz przemieszczają się grupy nie tyle pątników co osób chcących zaliczyć ustawiony na szczycie krzyż 3ego tysiąclecia. A my?, dalej w politykę brniemy. Kiedy zapada zmierzch kładziemy się spać. Rano śniadanie i w drogę żółtym do milenijnego krzyża i dalej czerwonym do Bielska-Białej. Po drodze w okolicy przełęczy „U Panienki” namierzamy maryjne źródełko ale jak się okazuje wody z niego – a przez to i pożytku pewnie – nie będzie. W Bielsku-Białej jesteśmy ok. 11ej. O 1150 mamy autobus do Krakowa. Na miejscu szybko przesiadamy się do pociągu i o 1630 kończymy wycieczkę.

 

bottom corner