2011.11.11

Baranie (754m n.p.m.). 11 listopada 2011 roku. Święto Odzyskania Niepodległości, Jest godz. 7.30. W Warszawie niemieccy skrajnie lewicowi zadymiarze zaproszeni przez polskie środowiska lewicowe szykują się do wspólnego zakłócania uroczystości niepodległościowych, a my zmierzamy w kierunku granicy południowej państwa polskiego. Obieramy najkrótszą drogę do Schroniska „Hajstra” mieszczącego się w dawnych pomieszczeniach strażnicy WOP na terenie nieistniejącej dzisiaj już wsi Huta Polańska. Między Nowym Żmigrodem a Krempną na podjeździe o nachyleniu 6%, cieplutko myśląc o „wielkim nieobecnym” snujemy wizje wyleczenia przyjaciela z „okonińskiej traumy”. Śmiałe rozważania przerywa nam ostrzegawczy znak drogowy „uwaga Rysie”. Zwalniamy i wypatrujemy. Du... !!! , żaden się nie napatoczył. Hm, a może trzeba było nabyć więcej tego niepasteryzowanego produktu na drogę? Dojeżdżamy do mjsc. Krempna. Mijamy cerkiewkę. Jesteśmy w Polanach. Mijamy cerkiewkę. Jest tablica z informacją „Schronisko Hajstra 3km”. Dojeżdżamy do ostatnich zabudowań mjsc. Polany i asfalt się kończy. Szuterek czyli to co „galonek rowerzysta lubi najbardziej”. Po ok. 300m w lesie napotykamy na świeżo położony asfalt. Kurcze kiedy już myślimy, że do schroniska dojedziemy dobrą drogą 300m przed schroniskiem asfalt się kończy. No ale jesteśmy na miejscu. Jest godzina 10.00. Totalna cisza. Konie, koty i pies - taki przyjacielski z jednej strony i zazdrosny z drugiej - o czym bardzo szybko podczas pierwszej próby poznania się z braćmi mniejszymi przekonuje się „nasza kociara”. Z rozmowy z właścicielem wynika, iż na obiad możemy liczyć ale najwcześniej ok. 16ej. Nie ma problemu. Zjemy później gdzieś po drodze. Póki co oddalamy się „żółtym” szlakiem łącznikowym w kierunku przełęczy Mazgalica. Po drodze mijamy postawioną w 1995 roku na miejscu zniszczonej w czasie II wojny światowej świątyni można by powiedzieć replikę tejże. Obok obelisk z wyrytym tekstem: „Żołnierzom wszystkich wojen, mieszkańcom i przyjaciołom, wszystkim tym których życie lub śmierć dotknęły tej ziemi – daj Panie wieczne odpoczywanie”. Jest 11 listopada 2011 roku Święto Odzyskania Niepodległości. Powolutku, stopniowo do góry, lasem w przeważającej części buczynowym, robiąc krótką przerwę obok drzewa o które ocierał się – sądząc po odnalezionym włosiu – dzik, docieramy na przełęcz Mazgalica. Znaki szlaków polskiego niebieskiego (tego co to swój początek ma Grybowie i po przemierzeniu Beskidu Niskiego, Bieszczad i pogórza sanocko- turczańskiego koniec w Rzeszowie) i słowackiego czerwonego. Krótki popas podczas, którego zapoznajemy się z mapką rozmieszczenia m.in. wież widokowych którymi opiekują się koledzy turyści z okręgu świdnickiego. Nasuwa się jedno spostrzeżenie. U nich chyba jest większe zrozumienie dla krzewienia turystyki jako takiej. Idziemy jednak dalej. Tym razem podejście na pobliski szczyt jest troszkę ostrzejsze. Osiągamy nienazwany na mapie szczyt z zaznaczonym jednak miejscem widokowym. Rzeczywiście naszym oczom ukazują się w około południowym słońcu śliczne hopki słowackich górek. Przerwa na foczenie. Idziemy dalej początkowo grzbietem, po czym obniżamy się do kolejnej przełączki i rozpoczynamy podchodzenie – jak to w niskim. Zaczynamy się też przyglądać uważnie oznaczeniom słupków granicznych. Po głowie chodzi mi słupek 172/2. Tam bowiem powinienem zobaczyć przez las miejsce, w którym pojazdy leśne mają pętle. Jest to miejsce, do którego musimy się dostać aby zrobić planowaną trasę okrężną i jest mało istotne że droga ta leży wewnątrz Magurskiego Parku Narodowego. Jestem przy słupku 172/2, wchodzę w las i patrzę, patrzę i... (właśnie to widzę). Wyciągam komórkę i sprawdzam co tam zapisałem planując trasę. Aaa... słupek graniczny na mieć numer 171/2. Drobna pomyłka. Idziemy dalej i nawet nie musimy patrzeć na numeracje. Przez las wyraźnie widać plac na który na przełaj musimy się dostać. Wchodzimy na nasze Baranie a słowacki Stavok. Widzimy platformę widokową. Ma trochę inną konstrukcje niż nasze. Przypomina taką niezabudowaną myśliwską ambonę. Na poszczególne platformy wchodzi się po drewnianych drabinkach. 66% składu osobowego wyprawy wchodzi na samą górę. Było warto. Przejrzystość może nie ta na jaką liczyliśmy ale i tak widoki są imponujące. Focimy i schodzimy. Na dole czas na drugie śniadanie. Od strony Olchowca nadciągają kolejny turyści. Oj, mają zdecydowanie słabszy współczynnik wejścia na szczyt platformy. Po śniadanku schodzimy w kierunku z którego doszliśmy, gdzieś mniej więcej w okolice tego słupka granicznego oznaczonego numerem 171/2. Przedzieramy się przez las. Jesteśmy na żwirowej polance. Oddalamy się drogą leśną poprowadzona doliną Baraniego Potoku. Jesteśmy poza szlakiem, w środku Magurskiego Parku Narodowego. Ba... nie wiedząc tego byliśmy nawet przez ok 20-25minut w ostoi tamtejszego niedźwiedzia. Rysie, niedźwiedzie - kurde już spokojnie sobie pochodzić po lesie nie można taki ruch zwierzyny. Schodzimy do wsi Polany, mijając po drodze ułożone kłody ściętej buczyny i budynek ośrodka edukacyjnego MPN. Na drogę główną dochodzimy obok drogowskazu „Schronisko Hajstra 3km”. Tym razem na własnych nogach przemieszczamy ta dziwną drogę z asfaltem w środku lasu. Jest 13.30 kiedy pakujemy się do samochodu. Zatrzymujemy się jeszcze na krótką chwilę obok pominiętych rano cerkiewek i już jedziemy na obiad. Wybór pada na znaną wszystkim Restauracje (także hotel) „Pod Skałą” 5km za Jasłem na drodze pilznieńskiej. Taa... podniebienie dostało w myśl zasady „dla każdego coś smacznego”. Ja jestem w domu po 17ej. Pozostała część ekipy odjechała w kierunku na Rzeszów. Zeszło im pewnie z godzinkę.

bottom corner