2012.01.14

Gościniec Banica. 14 stycznia 2012 roku. Nareszcie przyszła. Za oknem biało. Śniegu może nie jest wiele ale i pod blokiem można byłoby się poprzemieszczać na deskach. No tylko po co kiedy zna się takie miejsce jak „Gościniec Banica”. Zatem tuż po 9ej parkujemy obok „gościńca”. Prószy śnieg. Pierwszy punkt programu: śniadanie. Gospodyni pytamy o to co moglibyśmy zjeść sugerując delikatnie żurek. Oczywiście jest ale... pada propozycja zapodania kapuśniaka z pierogami z mięsem w jednym daniu jednogarnkowym. Połączenie – jak dla nas - jest interesujące by nie powiedzieć kuszące. Zamawiamy to i po Kelcie. Oczekując na posiłek podziwiamy wnętrze oraz lustrujemy dostępne mapki „śnieżnych tras przez lasy”. Od razu można dostrzec jak wiele tras – w stosunku do roku ubiegłego - zostało wyznaczonych. Pojawia się Kłopot czyli jeden z tamtejszych kotów (a jest ich 6 czy 7) nazwany na okoliczność pojawienia się w gościńcu (został podrzucony przez kogoś kto koło budynku gościńca zatrzymał się tylko po to żeby go wyrzucić z wozu). Potem dowiedzieliśmy się, że jeden z psiaków (a jest ich 4) zowie się Wrzątek. Nie pytaliśmy skąd nazwa. No ale pojawił się kapuśniak z pierogami. Oj! warto goszcząc tam znaleźć odrobinę czasu na to „cóś”. Dokończyliśmy posiłek uzgodniliśmy wstępnie menu obiadowe i wyruszyliśmy przy w dalszym ciągu padającym śniegu na trasę. Wybraliśmy na rozruch jedną z wyznaczonych w ramach projektu "Śnieżne trasy przez lasy" kompilację: Gościniec Banica – Pod Dziamerą - Wypał – Kanada – Gościniec Banica. A zatem początkowo za budynkiem w lewo i do góry koło Cmentarza z I Wojny Światowej oznaczonego numerem 62. Za cmentarzem w prawo skos do węzła szlaków nr 5. Od „krzyżówki” oddalamy się za znakami niebieskimi. Za sobą mamy już 0,5km a przed nami jeszcze 2,5km do znajdującego się Pod Dziamerą węzła szlaków nr 4. Początkowo równolegle do drogi do mjsc. Wołowiec, by po ok. 300m przeciąć ją w lewo i dalej trawersując odsłoniętą polaną w kierunku lasu. Na jego skraju krótki popas. Czas na „baletnicę” i dymka dla tego gościa co to się od „czech” cały czas rzuca. Dalej lasem dochodzimy do takiej drogi leśnej. Dobrze oznaczony szlak wskazuje skręt w prawo co czynimy. Cały czas nieznacznie w górę. Nie ślizgamy się do tylu co cieszy do momentu wypłaszczenia się trasy. Trzeba posmarować. Czynności tej dokonujemy koło leśnej ambony. Herbatka z sokiem malinowym i już pędzimy dalej. Jest zdecydowanie lepiej, bo jest ślizg. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do węzła szlaków nr 4. Jesteśmy Pod Dziamerą. Korzystając z faktu, że dołączył do nas inny turysta robimy grupową fotę. Do następnego punktu orientacyjnego tj. węzła szlaków nr 7 na „wypale” mamy 2,4km. Na tym etapie poruszamy się za znakami koloru zielonego. Jeszcze przez chwilę przemieszczamy się grzbietem, potem rozpoczęły się zjazdy (bardzo delikatne). Dojeżdżamy do znanej nam już drogi do mjsc. Wołowiec, przecinamy ją i jesteśmy na Wypale. Tu spotykamy trójkę innych turystów ”śladowców”. Nasz znajomy oddala się z nimi za znakami czerwonymi w kierunku punktu oznaczonego jako „Kanada”. My przy punkcie chwilę jeszcze marudzimy: sprawdzamy czas, oglądamy schemat szlaków i też decydujemy się na porzucenie szlaku zielonego (którym do gościńca jest tylko 0,9km) na korzyść szlaku koloru czerwonego (do Kanady 1,5km i dalej znowu zielonym do gościńca 1,0km). Zaczyna mocno padać mokry śnieg. Zmieniają się także niestety na gorsze warunki śniegowe mające wpływ na jakość ślizgu. Gdy wyjeżdżamy z lasu jest już regularna zadymka śnieżna. Do Kanady będzie jeszcze z 500m, ale my wykorzystując widoczne jeszcze w tych warunkach chorągiewki trasy sportowej zjeżdżamy do cieplutkiego gościńca. Jest godzina 13.40. Kelcik. „Odmakamy”. Zamawiamy uzgodniony przed wyjściem obiad tj. zestaw pieczeń sosem i z kaszą. Jako obloha na talerzu podano: ćwiarteczkę kapusty polaną octem balsamicznym , marynowane buraczki, tartą marchewkę i marynowaną paprykę nadziewaną kiszoną kapustą. Uff. W domu byliśmy po 17ej.

bottom corner