2013.08.17

Tropie. Czas na trzeci i ostatni już przedbardejovski sprawdzian formy. Od siebie wyjeżdżam o godz. 8ej i zmierzam do Mościc. O 8.25 jestem już przy sklepie Dąbrówka. Zaraz potem zjawia się Jacek i wyruszamy. Trasa na początku nie odbiega zasadniczo od zazwyczaj przyjętej. Bocznymi uliczkami dojeżdżamy do Zbylitowskiej Góry. Jedziemy w kierunku mjsc. Błonie. Tam tuż przed podjazdem do Szczepanowic skręcamy w boczną uliczkę w prawo i po kilku minutach wjeżdżamy na ostatni odcinek „standardowego zjazdu” do Dąbrówki Szczepanowskiej. Jedziemy wzdłuż Dunajca w górę biegu rzeki. Przed tą niemiłą „ścianką” ze zdziwieniem stwierdzam, że nie wchodzi mi najniższa przerzutka z przodu (a jeszcze dwa dni wcześniej działała bez zarzutu). Wniosek jest jeden nie będzie dzisiaj lekko. Już w Janowicach – jak każdego roku zresztą, nad rzeką rozbici są wędkarze ze śląska. Zapewne mają w d(...) niezdecydowanie polskiego MSZ, które z rekomendacją „jechać czy nie jechać” do Egiptu musiało poczekać na stanowisko rządu niemieckiego. Odpoczynek obok sklepu w Janowicach. Korzystając z okazji oglądam przerzutki i próbuję ręcznie zmienić tą najmniejszą. Da się jakoś ale przecież nie o to chodzi. Zmierzamy do Zakliczyna. Coś mi się źle kręci dzisiaj. To nie jest ta forma co 15ego. Jedzie się bez entuzjazmu. Na rondzie w Zakliczynie od razu skręcamy na Gródek n/Dunajcem. Jest położony nowy asfalt aż do Paleśnicy. Szybko pokonujemy krótki podjazd i mozolnie zbliżamy się do podjazdu w pierwszej Bartkowej-Posadowej. Przed podjazdem (9%) schodzę z roweru i rękoma zmieniam przerzutkę na najniższą. Wyjeżdżam na górę. Podciąganie przerzutek w górę nie sprawia problemów. Długi fajny zjazd. Na zjeździe nie dajemy się wyprzedzić samochodom. Tak to już jest, że kierowcy jak już cię wyprzedzą na zjeździe nie potrafią trzymać tempa i zwyczajnie zawadzają na drodze. Mijamy drugą Bartkową-Posadową i już jesteśmy w Bartkowej. Przerwa przy końcu jeziora Rożnowskiego w Bartkowej. Dostrzegamy ścieżkę rowerową. Nawierzchnia ścieżki to ten cholerny bruk betonowy tyle, że w kolorze czerwonym. Po odpoczynku jedziemy ścieżką rowerową do jej końca (jakiś kilometr). Podjazd serpentynami w Rożnowie o dziwo nie stwarza problemów – mimo, iż zrezygnowałem definitywnie z ręcznego przestawiania przerzutek i jadę na środkowej tarczy. Od Bartkowej co trzeba przyznać jedzie mi się zdecydowanie lepiej niż do tej miejscowości. Rozjechałem się?. No nie wiem. Zjeżdżamy na zaporę w Rożnowie – zatrzymując się na foczenie ruin XI wiecznej warowni. Dawno tu nie byłem i mgliście pamiętam infrastrukturę sprzed lat ale mam wrażenie, że czas tu się jeśli nie zatrzymał to biegnie innym tempem. W jadłodajni nad zalewem browar. Bo się kurcze każdemu białemu rowerzyście po przejechaniu blisko 70km należy. Siedząc nad wodą pod parasolem zastanawiamy się gdzie zjeść obiad. Wybór pada na sprawdzony lokal Taurusa w Czchowie – choć jak zauważamy jakość żarła się chyba pogorszyła. Chwilę posiedzieliśmy i pojechaliśmy dalej do mjsc. Tropie robiąc krótką przerwę na fotki na kładce na Dunajcu. W Tropiu zatrzymaliśmy się koło zabytkowego kościoła pw Świętych Świerada i Benedykta. Focimy na około bo wewnątrz podobno nie można. Przynajmniej tak twierdzi jegomość przestawiający ławki wewnątrz kościoła. Zjeżdżamy do promu. Jest godz. 13.05. Mamy szczęście, że zostaliśmy dłużej nad zaporą. Prom codziennie ma przerwę w kursowaniu między 12tą a 13tą. Przeprawiamy się i włączamy do ruchu na drodze krajowej nr 75. W kolejce samochodów dojeżdżamy prawie do zapory. Zatrzymujemy rowery na wysokości „Restauracji pod Sosną” i przechodzimy na drugą stronę ulicy celem rekonesansu tamtejszego menu. Zostajemy. Decydujemy się na zestaw dnia za 18,00zł. Od razu dostajemy zupę i colę z lodem. Taa, już znamy odpowiedź na pytanie: dlaczego Taurus się „skiepścił”?. O godz. 14.15 przekraczamy zaporę w Czchowie i jedziemy w kierunku Filipowic. Upał już daje się we znaki. Do Zakliczyna dojeżdżamy od strony mjsc. Wesołów. Na rynku krótka przerwa na bardzo dobrze schłodzonego Tymbarka. Bez zatrzymywania się dojeżdżamy do mjsc. Dąbrówka Szczepanowska do sklepu przy Domu Weselnym. Wjeżdżamy niemal równocześnie z młodą parą. Popijając w ogródku schłodzoną Pepsi okraszamy szyderczymi uwagami muzykę docierającą z oddali. Zaczyna rzeczywiście przeszkadzać, toteż czem prędzej się oddalamy. Wjeżdżamy na szuterek i wzdłuż Dunajca docieramy do zajazdu w Zgłobicach gdzie znowu przecinamy „weselisko”. Podjeżdżamy do Zgłobic, zjeżdżamy przez Zbylitowską Górę do Mościc. Tam kończy się wspólna wyprawa. Do siebie wracam tą samą drogą którą przyjechałem rano. Licznik rowerowy zameldował 115km z kawałeczkiem.

 

bottom corner