2014.12.06-07

VIII Mikołajki na Turbaczu. Mikołajkowe spotkania członków tarnowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego to stała pozycja w „menu” oddziału. Wprawdzie nie jestem stałym uczestnikiem każdego spotkanie, niemniej jednak w tym roku akurat postanowiłem wybrać się z koleżeństwem w teren. Z Tarnowa, z ulicy Słonecznej tym razem oddziałowy autobus zgarnia nas o godz. 658. Zebranie pozostałego towarzystwa z innych wymienionych w „rozkazie kierownictwa oddziału” miejsc na terenie miasta przebiegło bez problemów. W Wojniczu zabieramy Bożenkę a Zawadzie Lanckorońskiej dosiada się Boguś z „mżonką”. Podczas przejazdu do mjsc. Poręba Wielka skład na pace nie próżnuje. Na miejscu jesteśmy o 1045.  Od razu rozpoczynamy podejście na Tobolczyk, który osiągamy po niespełna 45 minutach. Na podejściu grupa jak zwykle się rozciągnęła, choć co warte podkreślenia sprinterzy na razie trzymają się pośrodku peletonu. Grupa dzięki Lechowi ma pełne zabezpieczenie łączności radiowej co powinno korzystnie wpływać na bezpieczeństwo uczestników. Tym razem kolega rozdzielił krótkofalówki między siebie a „Ciapka”. Oboje idą na końcu. Mijamy górną stacje wyciągu krzesełkowego Ośrodka Narciarskiego w Koninkach. Krótki popas zamierzamy zrobić koło obserwatorium astronomicznego na Suchorze. No, ale jakoś tak wszyscy się zagapili i tą „przecinkę” którą jest najbliżej przeszliśmy. Trudno, troszkę cofnęliśmy się z kolejnego rozdroża. Kanareczki, herbatka i do herbatki. Kilka minut przerwy. Ale nie wszyscy podzielali entuzjazm grupy która weszła na Suchorę. Połowa uczestników zrobiła sobie popas poniżej szczytu. Podchodzimy dalej zielonym na Obidowiec, gdzie spotykamy Główny Szlak Beskidzki. Dalej w kierunku Turbacza korzystamy właśnie ze znaków koloru czerwonego. Z prawej strony odsłoniły nam się Tatry, zatem chwila postoju na „foczenie”. Na szczyt Turbacza wchodzimy sobie spokojnie delektując się rozległymi widokami które umożliwił nam jeden z nieokiełznanych jeszcze żywiołów. Na szczycie oczekujemy na Mariusza, który ma zostać przyjęty w poczet członków. No ale kolega nie nadchodzi. Nie ma też Lecha, „Ciapka” i całej ekipy zamykającej pochód. Połączenie telefoniczne rozwiewa wątpliwości. Koleżeństwu nie chciało się pchać „szlachetnych” do góry i obeszli sobie szczyt bokiem. Teraz nadciągają. Procedura została dopełniona. Można iść na obiadek. No ale zaczynamy wiadomo, od przeciwdziałania odwadnianiu organizmu. Przed wieczorną imprezą udajemy się na spacer na Jaworzynę i Kiczorę. Na Jaworzynie regularna bitwa na śnieżki – w przerwie między konsumpcją i podziwianiem widoków. Na Kiczorze już przydają się czołówki. Ładnie prezentuje się oświetlona Białka Tatrzańska. Wieczorem tańce, hulanki, swawole. Poznaje „Jankesa”, który zna mojego brata (to ciekawa informacja). Wieczorna impreza to także tradycja mikołajkowych wyjazdów. Można odnieść wrażenie, że niektórzy uczestnicy właśnie dla tych chwil zmierzają w dziką gorczańską głuszę. Kładę się spać w czasie kiedy trwa impreza. Rano „Killer” odprawia Najświetszą Ofiarę. Po, śniadanko i w drogę. Drugiego dnia zmierzamy do mjsc. Konina. Na Przełęczy Borek, krótka chwila odpoczynku. Większość zmierza zgodnie z planem na Kudłom, część osób z Prezesem Markiem na czele schodzi przy wykorzystaniu szlaku rowerowego i lokalnych dróg leśnych. Na polanie Pustak trud wejścia rekompensuje słoneczko, które wyjrzało na chwilę zza chmur. Focimy oddziałową fotkę i na krótko wchodzimy jeszcze na pobliski szczyt Kudłonia, gdzie również wykonujemy fotkę z flażką. Wracamy na Polanę Pustak i „czarnym” schodzimy do mjsc. Konina. W powrotnej drodze liczyliśmy na kawę na stacji benzynowej ale jeden z kolegów pomylił sobie logo Lotosu i wylądowaliśmy na innej stacji na literę „L” na której nie polewali kawy, choć stacja byłą zaopatrzona w inny też lubiany asortyment.

bottom corner