O górach

Wiele razy próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego góry? (bo przecież włóczę się po nich od połowy lat 80-tych XX wieku i w ogóle nie kręcą mnie w zasadzie projekty nizinne.

Patrząc przez pryzmat perspektywy czasu - hm, zabrzmiało jakbym był u kresu -:) - myślę, że mogę sobie pozwolić na próbę odpowiedzi..

A więc sądzę, że to dzięki tym wszystkim, których spotkałem na początku mojej "drogi górskiej", czyli:

- moim szkolnym nauczycielom, z którymi odkrywałem Pieniny, Beskid Sądecki, Tatry (gdybyśmy wówczas jeździli po Europie prawdopodobnie zasiliłbym grono osób "wystawiających przez szorty" na nagrzanym piachu

- uczynnemu człowiekowi, którego spotkałem na Skrzycznem, a który bezinteresownie poczęstował strudzonego po ciężkim marszu w upale słonecznym zimnym piwem - a były to czasy powszechnego braku tego produktu na rynku

- spotkanemu w górach "starszemu panu", który wychodząc w góry o 5 rano - boże za jakiego dziwaka żeśmy go wówczas uważali - pozostawiał nam połowę konserwy mięsnej mielonki (a były to czasy w których brak "znajomości" w zakładach mięsnych sprawiał, że mogłeś być tylko szczęśliwym posiadaczem śledzia w sosie pomidorowym, szproty w oleju lub paprykarza szczecińskiego - w zależności od tego co akurat do najbliższego PSSu dowieźli,

- wspaniałym osobom prowadz±cym schroniska górskie, zawsze z życzliwością nas przyjmujących i często z wielką pobłażliwością przyglądającym się poczynaniom niesfornej młodzieży - w szczególności dzierżawcom Łabowskiej Hali (obecnie na Cyrli i na Prehybie) - Jurkowi Ogórkowi (mam nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek tu trafi wybaczy poufałość) wieloletniemu szefowi Bazy Namiotowej SKPG Kraków na Lubaniu - który szczycił się tym, że uruchomił bazę także w czasie trwania stanu wojennego,

- oczywiście rodzicom - że pozwalali na te wypady... choć tato do dzisiaj próbuje przekonywać, że niziny też są cool,

- i wielu wielu innym, o których pisząc ten tekst zapomniałem -:(

Wszyscy Ci, których spotkałem na swojej drodze - tam w górach - uczyli nas:

- odpowiedzialności za drugiego człowieka - ale nie nachalnej, nie narzucaj±cej, "nie na siłę"

- otwartości na innych z równoczesną umiejętnością wyłapywania z tłumu "dupków" - czy jak wolą moi przyjaciele z Wrocławia (poznani a jakże w górach!!!) "buraków"

- tolerancji połączonej z umiejętnością rozpoznawania jej "złej" strony,

- że owszem można a nawet trzeba... tylko należy pamiętać o odległościach w dniu następnym.

Ta atmosfera schroniskowego czy biwakowego wieczoru sprawia, że "i starzy i młodzi" stanowią jedną doskonale rozumiejącą się turystyczną rodzinę. Nie ma tam miejsca na wyścigi szczurów chyba, że po kolejną kolejkę, na szpan (choć chodzimy w coraz lepszych rzeczach nie przeszkadzają nam osoby chodzące we flaneli i ze wzajemnością) i na tą powszechną intelektualną tandetę. Jest natomiast miejsce na pozytywną inicjatywę czego w ostatnim okresie czasu najlepszym przykładem jest akcja "dawcom w darze".I to mi odpowiada dlatego tam w każdej wolnej chwili zmierzam -:)

 Na pozostałych podstronach zamieściłem opisy zrealizowanych wycieczek górskich tak jak je zapamietałem, starając się oddać atmosferę, klimat wówczas panujący. Nie jest to bynajmniej przewodnik "sensu stricte" - inni zrobili to już wcześniej lepiej i zapewne zrobią później jeszcze bardziej fachowo. To taka moja własna retrospekcja. Ot słów parę o tym i owym.

Może nie znuży.... Zapraszam -:)

 

bottom corner