2014.01.11

Etap I: Tarnów – Jodłówka Tuchowska. 11.01.2014r. Zima kalendarzowa w pełni. Brak jej podstawowego atrybutu jakim jest śnieg spowodował, że w PTT O/Tarnów postanowiono przyspieszyć projekt przejścia długodystansowego szlaku turystycznego Tarnów – Wielki Rogacz. Startujemy o godz. 7ej, z miejsca gdzie się zaczyna, spod Kapliczki św. Walentego w Tarnowie przy ulicy Tuchowskiej. Jest jeszcze ciemno kiedy przemierzając, przecinamy w poprzek las Miejskiego Parku Kultury na Górze św. Marcina. Krótki postój na „foczenie” Kościółka pw. św. Marcina Biskupa w Zawadzie oraz zorientowanie się z zakresie strat jakie do odrobienia ma goniący nas od początku Wiesiek. W okolicy kolonii Łękawka z lewej strony, w oddali, zza horyzontu przebija się czerwona łuna wschodu słońca. Ci co „foczą” naturalną koleją rzeczy pozostają w tyle i muszą później szybciej przebierać nogami. Na zejściu do Łękawki czekamy na widocznego z tyłu w oddali Wieśka. Kiedy dochodzi ruszamy. Na dole sklepik. Oddalam się po baterie do aparatu fotograficznego. Grupa oddala się szybko podchodząc na przeciwległy grzbiet. Zmierzamy w kierunku pierwszego wyznaczonego w marszrucie miejsca postoju tj. miejsca biwakowego za leśniczówką w Trzemesnej Górce. Jest słonecznie. Przecinamy drogę do Tuchowa i po 400m. zasiadamy na ławkach na polu biwakowym. Posilamy się, przepijamy czym tam kto ma. Idzie coś na rozgrzewkę. Kanapka, druga, kolejka – jedna, może druga. Łyk ciepłego napoju i trzeba ruszać w drogę. Przed nami pierwszy ok. 300m odcinek nie po asfalcie. Znowu asfalt koło budynków w jakimś z przysiółków Karwodrzy. Dochodzimy do lasu tuchowskiego. Podejściem szerokim leśnym duktem osiągamy poziom drogi Zalasowa – Tuchów. Przed nami drogowskaz: „Tuchów”. „Niebieskim” wychodzimy koło Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej. Przechodzimy przez most na rzecze Biała, pokonujemy tuchowski rynek i wpadamy do sklepu Berni. To drugi z trzech planowanych postojów na trasie. Do sklepu przed nami dotarł już „Kasztelan”. A zatem po. Zakaz prawny omijamy w przebieralni. Czyżby Przemuś lubił silikonowe zabaweczki?. Hm, aż strach pytać jeszcze ktoś doniesie „w środę środzie” i Tusku przyspieszy wdrożenie zalecanych rozwiązań Centralnego Komitetu Wykonawczego z Brukseli (oczywiście dla dobra narodu, by żyło mu się lepiej). Ale przyznać trzeba, że Artur jako „black metalowiec” wzbudził zachwyt koleżanek i pamiętających sitcom „Benny Hill” kolegów. Czuwający nad czasem „Klon” zarządza wyjście. No to karnie zmierzamy dalej. Cały czas towarzyszy nam piękna, słoneczna, zimowa pogoda. Cały czas też poruszamy się asfaltem, który kończy się w lesie za przysiółkiem Bistuszowa-Podlesie. Szlak na początku lasu odbija w prawo. To zmiana bo kiedyś przebiegał na wprost i w poprzek „prosto do góry” wchodził na grzbiet w okolicy Bacówki na Brzance. Teraz trawersujemy razem ze szlakiem „zielonym”. Pojawia się błotko, pozostałość po leśnych ciągnikach. Dochodzimy do Bacówki na Brzance. Ponad godzinny postój. Posilamy się – czym tam kto ma i co lubi. Na stole pojawiają się bacówkowe „żurki” i „barszczyki z uszkami”. Po latach posuchy można już tam nabyć browarka. Także w wersji „grzanej”. Nie sposób nie zatrzymać się na chwilę na technologią jego przygotowania. Otóż najpierw do mniej więcej ¼ standardowej szklanki do piwa wlewa się wrzątek wraz z dodatkami (sok, przyprawy itp.) a dopiero potem dolewa się piwo z butelki. Tak „rozrzedzony” trunek nie parzy w łapki. Można go od razu konsumować. Niewiele to ma jednak wspólnego z napojem, który z założenia powinien rozgrzewać. Ale co tam: „jaka zima taki grzaniec”. Po 14.30 wychodzimy. Oddziałowa fota na tle bacówki. Zaliczamy wieżę widokową i widok na odsłonięte na horyzoncie Tatry. Schodzimy do mjsc. Jodłówka Tuchowska. Około pół godzimy oczekiwania na busa o 15.47. Ci co zeszli wcześniej – a wszyscy z nich to „Polacy” - oddalili się na przystanek do Lubaszowej. Podjechał bus. Zanim zabraliśmy po drodze „szybkobiegaczy” przyjęliśmy założenie, że II etap każdy rozpocznie od przystanku na którym wsiadał do powrotnego busa. W Tarnowie wysiadam na dworcu PKP. Jeszcze małe spotkanie z niedawno widzianymi i dawno nie widzianymi przyjaciółmi, którzy w części mają ok. 60 minutowy postój w Tarnowie. I z takim też opóźnieniem - w stosunku do pozostałych - kończę wycieczkę meldując się na Lwowskiej.

PS. Wstawanie z łóżka w niedzielę 12 stycznia 2014 roku było wyzwaniem.

 

bottom corner