2014.01.18

Etap II: Jodłówka Tuchowska – Falkowa. Ta sama zima co tydzień wcześniej trzyma dalej. Ale nic to. My jesteśmy uparci i ogólnie rzecz ujmując warunki zimowe nam nie przeszkadzają. Zatem 18.01.2014r. przyszedł czas na kolejny odcinek realizowanego w tym roku długodystansowego szlaku turystycznego Tarnów – Wielki Rogacz. „Wyznawcy” zbierają się na placu, na którym zatrzymuje się większość kursów komunikacji samochodowej i przynajmniej część busów wyjeżdżających z Tarnowa (kiedyś dworzec autobusowy PKS). Ja dosiadam się na przystanku koło Starego Cmentarza w Tarnowie. Około godz. 7.10 odbieram połączenie od Klona. Mam wypatrywać takiego zielonego busa, który się akurat napatoczył i jest tańszy od „limanowskiego” (to tak jakbym kurcze znał na pamięć ceny wszystkich połączeń). Wypatrujemy zatem, wypatrujemy i jest! Nie sposób było go przeoczyć. Wsiadam, nabywam bilet, zasiadam i... bus dalej czeka. Z lewej mija nas rozpędzony „limanowski”. Kierowca dzwoni. Po jakimś czasie lekko poirytowany mruczy pod nosem coś o tym „że mógł zadzwonić”. Zaczyna się wyścig busów. Pierwszy etap z metą w Tuchowie „zielony” przegrał. Mijamy przystanek w mjsc. Lubaszowa. Doopa. Nikt nie wysiada a są tu między nami i tacy, którzy właśnie na tym przystanku skończyli poprzedni etap. Wysiadamy na przystanku w Jodłówce Tuchowskiej. Nie ma dzisiaj z nami naszych „zawodowo foczących na imprezach PTT”. Trud zachowania danych dla spadkobierców wziął na siebie co warto podkreślić Janusz. Wyruszamy. Po 600m. mijamy „Dom wczasów dziecięcych”. Cały czas asfaltem schodzimy lekko w dół, a kiedy się zrobiło w dolince płasko, z tyłu głos wydało „polaków dwóch”. W ten sposób zwrócono pozostałym uczestnikom wycieczki uwagę na to, że przeszli początek pierwszego nie asfaltowego odcinka specjalnego na dzisiejszej trasie. Wracamy się 5m wstecz i wchodzimy na ścieżkę. Jakiś  potoczek pokonujemy po śliskiej kładce i wychodzimy lasem na grzbiet. Zaraz potem kończy się pierwszy nie asfaltowy odcinek specjalny na dzisiejszej trasie. Jesteśmy na grzbiecie. Doliny w mgłach. Focimy, idziemy, znowu focimy i są „bazie”. Nie dziwi to wszak bo w powietrzu czuć już wiosnę. Schodzimy do Rzepiennika Strzyżewskiego. Mijamy kościół pw. Wniebowzięcia NMP oraz zabudowania Dworu Szlacheckiego rodów Szołayskich i Więckowskich. Odbijamy w prawo za znakami szlaku niebieskiego. Wchodzimy w las Dąbry. Na jego początku głaz z napisem „Do miejsca 364 ofiar wojny 200m” (to tam znajduje się zbiorowa mogiła Żydów zabitych przez Niemców w 1942r.), na jego końcu cmentarz partyzantów Oddziału Regina II, 16 Pułku Piechoty AK. Postój na uzupełnienie płynów i posilenie się. Przy zabudowaniach przysiółka Dąbry mijamy pomnik poświęcony poległym bohaterom. Dochodzimy do granic miasta Ciężkowice. Zaraz potem schodzimy z asfaltu w leśną drogę (a więc drugi odcinek specjalny), którą równolegle do drogi przemieszczamy się do Cmentarza z I wojny światowej Nr 141. Do miasta schodzimy ul. Spacerową. Na zejściu przebijające się przez chmury słońce, w połączeniu z jeszcze nie opadłymi nad miastem mgłami daje możliwość podziwiania i sfoczenia ciekawej scenerii. Szybko dochodzimy do „wodospadu”. Jesteśmy w Rezerwacie "Skamieniałe Miasto" w Ciężkowicach (trzeci odcinek specjalny). Przez rezerwat w zasadzie przemieszczamy się – nie licząc czasu na foty - bez zbędnej zwłoki. Spieszy się nam, a szczególny pośpiech wykazują Joanna i Karolina. Nie dziwi to męskiej części wyprawy, zdajemy sobie sprawę, że „lane” w Zajeździe „Relax” jest już niemalże na wyciągnięcie ręki. Koleżanki widać chcą mieć pewność, że nie braknie. Przekraczamy most na rzece Białej i granice pogórz: Ciężkowickiego i Rożnowskiego. W relaksie nie ma „lanego”. Trudno. Zamawiamy żurki, barszczyki i skoro nie ma to... w buteleczce. Osobiście wspieram „Białowieżę”. Posileni i napojeni wychodzimy. Niebawem meldujemy się przed wejściem do Dworku Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. Brama wjazdowa jest otwarta ale szlak wyraźnie nakazuje skręt w prawo przed nią. Zatem skręcamy i po kilkudziesięciu metrach napotykamy na kolejną tym razem zamkniętą bramę wjazdową. Lekko ją otwieramy – tak żeby każdy się przecisnął. Zapora pokonana. Idziemy dalej. Ale, ale gdzie są znaki?. Zatrzymujemy się. Od strony zabudowań powoli nadchodzi mężczyzna. Przedstawia się jako Zarządca Budynków (a jeszcze 20lat temu - jeżeli już byłby tam - to piastowałby tytuł Gospodarza Domu). Pada zarzut uszkodzenia bramy i pytanie jak to załatwimy. Dla zobrazowania strat proponuje wizję lokalną. Pokazuje co się stało jego zdaniem. Darek proponuje żeby bramę raz jeszcze otworzył i zamknął. Powinno zadziałać. I tak też się stało. Tak przy okazji jegomość zasypał nas cytowanymi z pamięci zapisami regulaminów czy innych przepisów. A przecież, żeby wstąpić do PTT wystarczy tylko wypełnić deklaracje członkowską i uiścić daninę. Oddalamy się przez Park Dworski za znakami szlaku turystycznego (i to już ostatni dzisiaj odcinek specjalny). Asfaltem dochodzimy do wieży widokowej na „Styrkach” w Bruśniku. Jest słonecznie, ale przejrzystość powietrza taka sobie. Podziwiamy widoki, focimy, nie pozwalamy się odwodnić organizmowi, snujemy plany. Można by tak jeszcze długo ale bus w Falkowej wiecznie czekać nie będzie. W Bruśniku „bmka w górę, bmka w dół”. Opuszczamy szlak niebieski w okolicy skrzyżowania z drogą na Bobową i schodzimy do Falkowej. Przystanek koło tamtejszego OSP. Bus podjechał planowo. Jeszcze Darek na krótko wpadł „za potrzebą” do sklepu w Ciężkowicach i o 16ej wysiadam na przestanku niedaleko tarnowskiego burku.

 

bottom corner