2016.11.10-13

Niepodległościowo” w Beskidzie Niskim. 10 listopada 2016 roku po pracy wyjeżdżamy z Tarnowa. Jesteśmy umówieni z przyjaciółmi w Gorlicach w restauracji hoteliku „Dark-Pub” która słynie ze świetnej kuchni a obsługa jest bardzo przyjaźnie nastawiona do czworonożnych przyjaciół. Obiadek (drugie danie) pchnięte Gorlickim z browaru Grybów i… mkniemy dalej. Noclegi mamy w Starym Domu Zdrojowym w Wysowej-Zdroju. Dojeżdżamy a tam już są pozostali uczestnicy spotkania. Zatem na chwilę przysiadamy, zmawiamy grybowskie a jak dochodzę do wniosku, że sałatka się jeszcze zmieści. Wieczorkiem przysiadamy przy piweczku w holu na dole… mamy szczęście rodzina właścicieli też przyjechała na „święta” i mimo, że jest już dawno po zamknięciu będą spożywać kolację. Wykorzystujemy sytuację, zamawiamy i… zasiadamy za zgodą właścicieli w restauracyjnej sali. Domowe wypieki o 23-ej. To jest to dla coś dbających o linię. Śniadanie o 8:30. Nie sposób opisać tego dobra ze szwedzkiego stołu. Trzeba po prostu być i skosztować. Ok. godz. 11-ej postanawiamy ruszyć pośladki (wreszcie). Cel na dzisiaj: pętelka od strony wschodniej Wysowej, częściowo szlakiem, częściowo poza. Zagłębiamy się zatem w Park Zdrojowy i zmierzamy w kierunku Ośrodka Wypoczynkowego „Zacisze”. Mijamy ośrodek i zagłębiamy się za znakami zielonego szlaku w Dolinę Łopacińskiego. Błoto. Chyba tylko na razie „Stefka” jest zadowolona bo może biegać luzem. Gdzieś na wysokości „przedłużenia grzbietu Jaworzynki” pojawia się śnieg a w zasadzie szron. Im wyżej tym więcej białego. Na szczycie Koziego Żebra już jest biało. Robimy focie (w tym dla uziemionego trenera Mareczka), posilamy się. Generalnie brejk. Kiedy w zasadzie kończymy pojawia się czteroosobowa grupka osób – jak się okazuje „ziomale” z Tarnowa z tzw. „szybką orzechówką”. Grzechem byłoby nie skosztować. Na szczycie robi się jednak coraz ciaśniej. Wchodzi jakaś duża grupa osób. Ewidentnie jakiś rajd. Koleżeństwo zmyka zrywać tarninę a my schodzimy ze szczytu cofając się zielonym szlakiem do miejsca w którym następuje wyraźne wypłaszczenie. Tam między drzewami w lewo odchodzi wąska ale wyraźna ścieżka. Odpalamy aplikacje mapy.cz żeby zorientować się z grubsza w okolicy. Naszym dalszym celem jest bowiem dotarcie na szczyt Jaworzynki a tam żaden szlak nie prowadzi. Pozycja gps pokazuje że powinno być dobrze. Zatem zmierzamy w kierunku wzgórza 810. Ścieżka jest wyraźna. Widać eksploracje służb leśnych. W jednym z takich miejsc, ma ośnieżonym ściętym konarze ślady zostawił jakiś kocur (ryś?). Bez problemów wchodzimy na wzgórze 810. Rozpoczynamy zejście na „przełączkę” pomiędzy wzgórzem 810 a 815. Ścinka drzewna uniemożliwia poprawną orientacje. Są pierwsze – szczątkowe – ślady umocnień z okresu I Wojny Światowej. Wydaje się że schodzimy z grzbietu za bardzo na prawo. Korygujemy pozycję przy użyciu aplikacji „Mapy.cz”. Rzeczywiście, musimy odbić w lewo. Przedzieramy się przez las, co i rusz napotykając miejsca „noclegowe zwierzyny” co powoduje łażenie po ich odchodach. Docieramy do drogi leśnej przecinającej nasze zejście. Kolejna korekta pozycji przy wykorzystaniu posiadanej aplikacji pokazuje, że droga ta doprowadzi nas do miejsca „przełamania” grzbietu w kierunku Regietowa skąd idą w prawo grzbietem powinniśmy wejść na szczyt 815. I tak się dzieje. Zaczyna się bajecznie. Wszystko wokół jest oszronione. Ze szczytu w dół w kierunku Jaworzynki (wzgórze 869) prowadzi wygodna droga leśna. Droga ta mija szczyt z prawej strony, toteż w pewnym momencie odbijamy w lewo na tzw. „skuśkę” i wchodzimy na szczyt. „Foczenie” – bo warto. Ze szczytu przebijamy się tak na wprost w kierunku Wysowej. Początkowo jest fajnie, ale po pewnym czasie zaczynają się „paryje” (rodzaj pofałdowanego, trudno dostępnego, gęsto zarośniętego terenu). Kombinujemy żeby tamtędy się jednak nie przedzierać. Udaje się złapać coś normalniejszego za niewielkim przełamaniem krawędzi. Wychodzimy wprost na drogę leśną. Tą niebawem po przekroczeniu potoku Szuwniak dochodzimy za domkami Ośrodka Wypoczynkowego „Zacisze” do drogi głównej prawie vis a vis drugiego „bobrowiska”. W Restauracji Starego Domu Zdrojowego „czarno”. Przy wejściu jakiś stolik z napisem „rezerwacja godz. 15ta”. Jest po 15ej więc zasiadamy. Okazuje się, że to jest nasz stolik. Właściciele wiedząc o tym, że będziemy stołować się na miejscu zabezpieczyli stolik. Yyyyaaahhh, raj dla podniebienia. Przed kolacją robię z Jackiem wypad do bankomatu. Przy okazji wpadamy „do Tomasza”. Żubrzyk stanowi miłą przeciwwagę dla grybowskiego z domu zdrojowego. 12 listopada po śniadaniu jesteśmy umówieni z Bartkiem. Będzie z swoim psiakiem. To będzie dla Stefki nowe doświadczenie. Początkowo przemieszczamy się wzdłuż drogi za znakami szlaku niebieskiego w kierunku na Hutę Wysowską. Opuszczamy drogę asfaltową (i zarazem szlak turystyczny), skręcamy w lewo i po około 300m wchodzimy na niewielką polanę. Spuszczamy psiaki. Jest zabawa. Poruszamy się w górę – poza szlakiem – przez polany, chaszcze w kierunku (jak na się wydaje) szczytu o nazwie Koci zamek (671m npm). Tak idziemy, idziemy coraz wyżej i wyżej i w końcu zaczyna się jak troszkę wywłaszczać. Zatrzymujemy się i uruchamiamy aplikacje „mapy.cz”. O qrna!, „Koci zamek” jest znacznie poniżej. Dużo bliżej mamy do głównego grzbietu granicznego przy czerwonym szlaku. Summa-summarum wychodzimy na „żółty” tuż pod wierzchołkiem „Ostrego wierchu” (938m npm). Zdobywamy szczyt i wracamy do czerwonego. Na razie znowu szadź rozjaśnia nam tą „szarą” rzeczywistość z doliny. Idziemy w kierunku Cigelki. Przy krzyżówce z „zielonym” rozpoczynają się słynne tutejsze grzęzawiska grzbietowe. I tak będzie zasadzie do momentu zejścia do Sanktuarium na św. Górze Jawor. Obok cudownej studzienki popas (ciacho i wino). Ścieżką nad Głębokim Potokiem schodzimy w kierunku Wysowej Zdroju. Tam obok cerkiewki, nieopodal „Baru i Tomasza” żegnamy się z Bartkiem i jego wybieganym czworonogiem oraz z Anią i Adamem którzy wracają na wieczór do siebie. Na chwilę wpadamy „do Tomasza” a potem na obiadokolacje. Wieczorem mecz reprezentacji Polski w piłce nożnej (nie wiem z kim ale z tego co pamiętam wygraliśmy). Rano po śniadaniu, zakupujemy produkty wytwarzane przez szefostwo restauracji/pensjonatu. Wracając do swoich MSZ wpadliśmy jeszcze w Pieniny Czorsztyńskie. Obeszliśmy ścieżką edukacyjną – brodząc w świeżo usypanym śniegu - zaporę na Ropie w Klimkówce, doszliśmy do początków mjsc. Łosie i tą samą drogą wróciliśmy do zaparkowanych pojazdów. Cmentarz Nr 123 z I Wojny Światowej w Łużnej, obiad u Martusia w Ciężkowicach i „niepodległościówka 2016” została zamknięta.

 

bottom corner