2016.09.20-23

Karkonosze. 20.09.2016r. O godz. 5:14 wsiadam do pociągu relacji Nowy Sącz – Kraków Główny. Z przesiadkami we Wrocławiu i Jeleniej Górze po godz. 16-ej wysiadam na przystanku Karpacz-Bachus. Wysiadłem trochę za wcześnie. Mogłem podjechać przynajmniej do Białego Jaru. Nic to. Pcham się do góry zatem. Obiad konsumuję w restauracji "Pod Jesionami". 100 metrów dalej jest Pencjonat "Pod wieżami" w którym mam rezerwacje noclegu. Po zameldowaniu robię w "Żabce" zakupy na śniadanie i zalegam. Plan mam napięty. Będę tutaj tylko dwa dni. Rano (21.09.2016) za oknem jest ponuro. Wiatr i chmury na niskim pułapie. Trochę modyfikuję trasę i wychodzę na ten chłód. Na Kopę wyjeżdżam jednosobowym "krzesłem". Wyciąg nie zmienił sie od 30 lat wstecz. Kopa w chmurach. Widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Na stoisku przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego kupuję wełniane rękawiczki. Mogą się przydać. Ruszam w kierunku Domu Śląskiego. Krótka "sesja" fotograficzna obok schroniska i spadam do Czech. Niebieskim szlakiem do mjsc. Pec po Śnieżką. Im niżej tym widoczność się poprawia. Mijam wodospad Rudneho Potoka oraz wybudowany w roku 1912 – nie funkcjonujący obecnie – wodociąg, który służył w lecie jako źródlo wody i po godzinie od przekroczenia granicy jest przy zrekonstruowanej kapliczce w Obrim Dole. Teraz doliną potoku Upa zmierzam w kierunku Peca. Po drodzę są już otwarte Boudy: "Pod Sneżkou" i "v Obrim Dole". Mijając dolną stację kolejki gondolowej na Śniżkę jestem juz w ścisłej zabudowie Peca pod Śnieżką. Rozglądam się za jakąs tanią klimatyczną restauracyjką. Odpadają wszystkie restauracje hotelowe. Ostatecznie zasaiadam w "Hospode na Peci". Konsumuję "Coćkovu s parkiem" przepijając ciemnym piwem. Po posiłku czerwonym szlakiem zmierzam w kierunku Richterovych Boud. Zaczyna padać. Ubieram pelerynkę i daję. W miejscu oznczonym Zeleny Dul ściagam pelerynę. Szlak odchodzi w prawo i pnie sie lekko do góry. Dochodzę do Richterovych Boud. Pozamykane. Wyją psiaki. Oj nie chciałbym żeby sie zerwały. Muszę skonfrontować mapę. Odpalam aplikacje i już wiem, że muszę od teraz iść szlakiem zielonym do krzyżówki koło turystyczne chaty Vyrovka. Droga "biegnie" asfaltem. Jest to też droga dojazdowa do Lucni Boudy. W połowie podejścia mija mnie "dostawczak" i zanim dojdę do krzyżówki pod Vyrovką zdąży minąć mnie raz jeszcze w drodze powrotnej. Krótki postój pod Vyrovką na przeciwdziałąnie odwodnieniu i uzupełnienie węglowodanów. Zmierzam dalej – znowu szlakiem koloru czerwonego – w kierunku Lucni Boudy. Po przejciu ok. 200 metrów z lewej strony oznaczone dojście do punktu widokowego. W perspektywie widać m.in. Spindleruv Mlyn oraz Kozie Grzbiety. Przed przełamaniem grzbietu Lucni Hory ubieram softshela. Zaczęło nieprzyjemnie wiać. Na przełamaniu grzebietu kapliczka poświęcona ofiarom Karkonoszy. W oddali widać Lucni Boude. Zachodzę do restauracji tej chaty ale okazuje się że będą nici z konsumpcji tamtejszego "parohaczka". Gotówkę mam w niewystarczającej wysokości a płatność kartą od kwoty 250KCs. A więc zmiatam dalej. Granicę przekraczam tzw. Śląską Drogą. Znowu jestem w chmurach. Pogoda się zmienia. Schodxę do Strzechy Akadamickiej i nie zatrzymując się dochodzę do Schroniska Samotnia. Mam ochotę na szarlotkę i kawusie. Kawusia jest ale szarlotki nie ma. Zamawiam czeskie piwo Skalak (oczywiście ciapowane). Kiedy wychodzę ze schroniska już mocno pada. Ubieram pelerynę i niebieskim podążam w kierunku Świątyni Wang. Przestało padać w okolicy ruin schroniska imienia Bronisława Czecha. Foczę świątynię naokoło i schdodzę na obiad do Restauracji Pod Jesionami. 22 września wita słoneczną pogodą. Przed godziną 9-tą opuszczam pensjonat i zmierzam w kierunku Świątyni Wang. Początkowo niebieskim do ruin schroniska im. Bronisława Czecha. Tam skręcam za znakami szlaku kooru żółtego, przechodzę przez polanę Kotki i niebawem jestem przy Pielgrzymach (formacja pojedynczych granitowych skałek o wysokości do 25 metrów). Foczę nie zatrzymując się. Z podejścia na Słonecznik pięknie prezentuje się "Królowa" Karkonoszy a za plecami panorama aż po Jelenią Górę. 40 minut później jestem na głównym szlaku sudeckim. Fotki Słonecznika i Śnieżki spod tej skały. Czerwonym sudeckim przechodzę po kolei nad kotłami Wielkiego i Małego Stawu by znowu znaleźć się w miejscu w którym dzień wczesniej wróciłem do Polski. Znowu zmierzam do Lucni Boudy. Tym razem jednak nie wstępuję tylko skręcam za schroniskeim w prawo i idę na Krkonosa. Wejście zajmuje mi ok. 50 minut. Na szczycie Krkonosa (1422m npm) robię brejka focząc okolicę na około. Wracam. Od Lucni Bouda do przełęczy pod Śnieżką poruszam się tzw. Schustlerovą Cestą. Już jest tłoczno ale to dopiero preludium. Wejście na Śnieżkę spod Domu Śląskiego to dzisiaj taki "sezonowy Giewont w Sudetach". Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. Spokojnie brnę do góry tą ludzką autostradą. Na szczycie restauracja w talerzach jest nieczynna, zatem konsumpcja koncentruje się po czeskiej stronie w małym "kontenerze" powyżej górnej stacji kolejki gondolowej. Kolejka jest od wejścia. Rezygnuję. W bistro przy kolejce nie można płacić kartą. Qrna, własna woda na szczycie. No żeszzzz... Do Domu Śląskiego schodze drogą jubileuszową. Tam też niczego nie nabywam, bo nie chce mi się tracić czas w kolejce. Schodzę doliną Łomniczki. Tłum został gdzieś na głównym sudeckim. Tu jest zdecydowanie przyjemniej. Krótka zaduma przy symbolicznym Cmentarzu Ludzi Gór. W Białym Jarze jestem o godz. 16ej. Obiad jak zwykle w Restauracji pod Jesionami. Projekt "Karkonosze 2016" został zamknięty. 23.09.2016 roku wracam do Tarnowa.

 

bottom corner