2016.10.15

Góry Choczańskie. 14.10.2016r. o godz. 14:30 z przystanku „dla szybkich numerków” koło Dworca Głównego PKP w Krakowie zabierają mnie dziewczyny i ruszamy drogę. Cel: Pensjonat „Borovec” w mjsc. Vel’ke Borowe u podnóża Gór Choczańskich. Na miejsce dojeżdżamy przed godziną 19tą. Hostinec jeszcze czynny toteż zamawiamy obiadokolacje: zupki kapustnice i fazulo’vą oraz gulasz z dziczyzny z knedliczkami. Przepijamy ciapowatym Złotym Bażantem i winem Frankowka Modra (w wersji suchej). Miała nas być „czwórka” ale jedna osoba się wycofała. „Negocjujemy ewentualne obniżenie stawki noclegowej”. Zła wiadomość jest taka, że pensjonat nie dysponuje pokojami jednoosobowymi i trzeba będzie uiścić odpłatność za pokój. Jest jednak dobra wiadomość: zamiast 60 Euro policzą nam 40 Euro. Dziewczyny lądują w apartamencie na parterze, ja zaś w pokoju na piętrze. Nie na długo jednak. Tak do ok. 22ej przysiedliśmy przy małym co nieco na trawienie. Rano (15.10.2016) śniadanie „robimy” (bardzo ładnie brzmi ten public) o godz. 8:00. O 9ej wychodzimy. Jest słonecznie, choć trochę rześko. Przejście zaplanowanej trasy wg aplikacji „mapy.cz” to jakieś 6h. Do pierwszej krzyżówki szlaków mamy ok. 100m. Wybieramy wersje przejścia od Doliny Kwaczańskiej do Prosieckiej. Zatem idziemy w kierunku tzw. „Obłazów”. Po minięciu rozejścia się szlaków w Dolinie Borovianky wkraczamy w „świat” strumyków, potoków przeciskających się wąskim korytem między wapiennymi skałami. Dochodzimy do znaku „Vodopad”. Trzeba zejść ze szlaku koloru niebieskiego i przekroczyć potoczek. Między drzewami zresztą w oddali widać Roztocky Vodopad na jednym z dopływów rzeki Kvacianka. Podchodzimy i robimy sobie fotki na tle. Wracamy i po niecałych 100m dochodzimy do Obłazów. Obłazy dzisiaj, to zrekonstruowany zabytek kultury technicznej. Pierwotnie znajdowały się tam młyny rzeczne. Rekonstrukcja tychże rozpoczęła się ok. roku 1980. Dolny młyn można dzisiaj zwiedzać. Został bowiem doprowadzony do stanu używalności. Oczywiście rzeczony zwiedzamy. Biletów jako takich nie ma ale jest skrzyneczka na „co łaska”. Obłazy to także północna granica Doliny Kwaczańskiej, która na całym swym przebiegu jest rezerwatem przyrody (obejmującym także i opisany powyżej Roztocky Vodopad). Od młynów rozpoczynamy się piąć w górę trawersując z lewej strony zalesiony szczyt Ostrego Wierchu (1128m npm), z prawej mając przedzierającą się wąskim kanionem rzekę Kvaciankę. W ciekawszych punktach widokowych przygotowane są specjalne wychodnie, z których można podziwiać głębokie dno samej doliny jak i widoki na okoliczne szczyty. Od Obłazów do mjsc. Kvacany poruszamy się szlakiem koloru czerwonego. Mijamy parking u wylotu Doliny Kwaczańskiej (gdzie nabywam mapę turystyczną Gór Choczańskich obejmującą swym zasięgiem także rejon Rohaczy w Tatrach zachodnich). W mjsc. Kvacany w tamtejszym Browarze Brontvai konsumujemy Drżkovą i przepijamy czym kto lubi. Ja wybieram piwo z tamtejszego browaru: „Jantar cerveny leziak”. Bardzo dobre. Odpocząwszy wracamy jakieś 400m w kierunku Doliny Kwaczańskiej, do krzyżówki ze szlakiem żółtym będącym łącznikiem między Doliną Kwaczańską z Doliną Prosiecką. Początkowo w lesie nabieramy wysokości. Tam też Jolka zrzuca z siebie część odzienia (a zabrała tego naprawdę…). Jest upalnie. Z Bożeną też odczuwamy skutki działania promieni słonecznych – nie wnikając w szczegóły stwierdzę tylko, że nie trafiliśmy z doborem spodni. Jolka podnosząc z ziemi swój plecak stwierdza, że położyła go nie z tej strony co powinna i mokra (sic) trawa zmoczyła jej poduszki i pas biodrowy. Przy próbie założenia plecaka z „wora” się leje. Okazało się, że koleżanka zapomniała zakręcić sobie butelkę wody. Od tego momentu z Bożeną jesteśmy świadkami noszenia plecaka „na lewą stronę”. Wychodzimy na polany z prawej strony mając granicę lasu. Za naszymi plecami roztaczają się widoki na ośnieżone wierzchołki szczytów Tatr Zachodnich, z lewej strony z kolei widzimy Tatry Niżne z kulminacją Chopoka. Po ok. 50 minutach jesteśmy u wejścia do Doliny Prosieckiej. Mamy jakieś 2h 20min drogi do naszego pensjonatu. Robimy popas. Batony i żele, żele i batony a Joleczka dodatkowo „wciąga”. Tak sobie siedzimy a obok przechodzą ci z którymi mijaliśmy się już w Dolinie Kwaczańskiej. Ruszamy szlakiem niebieskim. Początkowo bez rewelacji, ale po przejściu ok. 300m dochodzimy do „wrót” gdzie wzdłuż ściany skalnej ułożone są podesty z belek a obok płynie rwący potok. Mijamy mostek i przed nami ubezpieczony (metalowa lina) odcinek po lewej stronie potoku. Ten fajny odcinek szlaku jednak dość szybko się kończy. Nagle potok zanika a my poruszamy się jego wyschniętym korytem. Tak sobie atrakcyjnie. W miejscu gdzie w zagłębieniach zachowało się trochę wody napotykamy żmiję zygzakowatą. Niedługo potem opuszczamy dno doliny i zaczynamy trawersować stok z prawej strony potoku. Dochodzimy do turystycznej wiaty i krzyżówki ze szlakiem doprowadzającym do wodospadu Cervene Piesky (Rázcestie Vidová). Jola zostaje w wiacie a ja z Bożeną robię trasę tam i z powrotem. Warto było podejść i zobaczyć tą 15 metrową kaskadę. Od teraz teren zaczyna się wznosić. Pojawiają się większe głazy a teren zaczyna się coraz bardziej zwężać. Dochodzimy do dwóch progów skalnych, których pokonanie ułatwiają metalowe drabinki. Za drugim progiem jeszcze „oporęczowana” skałka i wychodzimy na przełęcz Svorad. Stąd już polanami nad mjsc. Vel’ke Borove schodzimy na obiad do Hostinca Borovec. Po obiedzie zmywamy z siebie całodzienne brudy i wyjeżdżamy regenerować się w ciepłych oravickich termach. Planujemy w tych słowackich „śmierdziuszkach” ale kiedy dojeżdżamy to już ostatni bywalcy je opuszczają. Wpadamy zatem na godzinkę do Meander Park Oravice. Wieczorem krótka „posiadówka” i bardzo dobrze się śpi po kąpielach. W niedzielny poranek radykalna zmiana pogody. Pada. Przy śniadaniu (o zwykłej porze) jeszcze omawiany ewentualne alternatywne możliwości poruszania się. W Zubercu Bożena proponuje zwiedzenie niedawno udostępnionej turystom Jaskini Brestowskiej. Niestety jest ok. 10ej a najbliższe wejście jest dopiero o 11:30. Nie czekamy. Decydujemy się na odwrót „go home”. Po drodze jeszcze obiad w Szczyrzycu, zakup tamtejszych cysterkich specjałów i ok. 16ej jestem w domu.

 

bottom corner