2018.01.19-20

Beskid Sądecki. Stacja PKP Brzesko-Okocim godz. ok. 16:40 spotykam się z Bożeną i Jolką. Tym samym rozpoczynam ostatni etap obchodów swojego półwiecza. Na pokładzie „soprajsik”. Osobiście przez Joleczkę upieczone i oryginalnie zapakowane ciasteczko. Postanawiam sobie ciasteczko pozostawić na później. Do Rytra dojeżdżamy ok. 18:30. Hotel Janina wygląda na opuszczony. Jednak obsługa czeka. Dostajemy klucze do pokoi, dowiadując się przy okazji, że kuchnia nieczynna i na obiadokolacje trzeba będzie udać się poza (co niespecjalnie przeszkadza gdyż i tak w planie mamy nocne wyjście). Na szczęście śniadanie jest jak najbardziej możliwe. Zamawiamy. Wrzucamy niepotrzebne bety do pokoi i wychodzimy. Na posiłek meldujemy się w Roztoce. Mają grupę ale jakiś stolik się znajduje. Zamawiamy. Mnie jakoś niespecjalnie podchodzi. Dojadam do połowy i wchłaniam browara. Dziewczyny mają swoje kubeczki. Wychodzimy. „Foczę” dziewczyny na tle oświetlonej choinki. Zmierzamy na zamczysko. Od jakiegoś czasu prowadzi tam wybetonowana ścieżka. Powoli zmierzamy. U podnóża, kiedy mijamy ostatnie zabudowania uruchamiamy czołówki. Na zamek wchodzimy w ciągu 15 minut. Oświetlone w dole Rytro robi nastrój. Wyciągam „francuza” i pakuneczek. Odwijam folię bąbelkową i z radością stwierdzam nieuszkodzenie zawartości. Mamy kieliszki. Teraz operacja otwarcia. Co chwile słyszę uwagi typu „korek nie w tym kierunku”. Bożenka zamierza nagrać tą wiekopomną chwilę. Otrzymuje sprzeczne wskazówki: zgaś czoło, nie wyłączaj czołówki, ty wyłącz my uruchamiamy itp. W sumie coś nagrała. Wznosimy toasty i robimy fotki, ale krótko bo padły smartfony. Trzeba je ogrzać ciałem. A więc między biust i pod pachy. Póki co delektujemy się siorbiąc powolutku. Pod pachami komórka doszła co umożliwiło dokończenie sesji. Wracamy inną drogą. W Rytrze odwiedzamy jeszcze Żabkę ale kto by myślał o tym by zakupić mineralną. Po co? (a to akurat okazało się rano). Jeszcze krótka posiadówka „u dziewczyn” i tuż po północy kładziemy się spać. Rano o 9ej śniadanie. Bez zarzutu. Na sobotę planujemy trasę z Piwnicznej-Zdroju przez Halę Pisana do Rytra. Okazuje się, że zdążyliśmy na pociąg z Tarnowa. Pociągiem tym miała się przemieszczać sekta (PTT o/Tarnów) zmierzająca na cykliczną zimową imprezę na Niemcowej. I rzeczywiście. My wysiadamy z pierwszej części składu, koleżeństwo ze środkowej. No cóż jak to stwierdził Karol. Takie spotkanie nie może pozostać bez. I nie pozostało. Fotka na zakończenie spotkania i każda grupa oddala się w swoim kierunku. My w pierwszej kolejności zmierzamy do sklepu po wodę mineralną. Nabywamy dość ciekawą. Zakrętka jest równocześnie kubeczkiem. Przechodzimy przez kładkę na Popradzie i za znakami szlaku żółtego idziemy w kierunku pijalni… wody mineralnej. Zaraz za nią szlak skręca na wschód i zaczyna się piąć do góry. Rozpoczęło się długie podejście do przysiółka Jarzębaki. Nieopodal miejsca gdzie szlak żółty odbija w lewo robimy popas. Joleczka stwierdza: coś tam za krzakami chodzi. Przyglądamy się… Daniele? Podchodzimy bliżej… Ożeszsz toż to, no właśnie co? SMS do Piotrka rozwiewa wątpliwości: Jelenie (byki). Sesja zdjęciowa. Na trawersie stoku Bożena stwierdza, że jej specjalnością jest robienie lodów. 50 lat czekałem na takie wyznanie. Dochodzimy do Jarzębaków. Zaczęło wiać. Mijamy uśpione budynki i zaczynamy podchodzić w kierunku Hali Pisanej. Humory dopisują. Gdzieś za Groniem zaczyna mi lecieć krew z nosa. I to intensywnie. Zatrzymujemy się i próbujemy tamować wacikami naprędce robionymi z chusteczek higienicznych. Bożena odnajduje rutinoscorbin. Połykam cztery tabletki. Kiedy krwotok przestał być aż tak uciążliwy ale jeszcze trwał powoli ruszamy dalej. Jeszcze przed wyjściem na Halę Bukowina robię sobie okład z kulki śnieżnej (Jolka wykazała się talentem rzeźbiarskim). Na Przełęczy Bukowina dochodzę do wniosku że krwawienie ustało. I to był qrna błąd. Dopiero je(...)o. Od nowa zatem. Tamponik, za tamponikiem i… w drogę. Cholera a zrobiło się tak romantycznie. Drzewa pięknie oszronione a tu masz… cieknie. Zmierzamy w kierunku Cyrli. Snuje się za koleżankami wk(...)y na zaistniałą sytuacje. Co jakiś czas Bożenka się ogląda i spoglądając na mojego „nochala z wkładką” stwierdza jest ok. W okolicy Jaworzyny Kokuszczańskiej koleżanki zakładają raczki. Nabyły to i czas sprawdzić jak się sprawdzą. Zaczyna padać śnieg. Przed Cyrlą wyciągam wacik. Nic się nie dzieje. Trochę boje się, że podczas obiadu się zacznie. Nic się nie zaczęło. Ale po wyjściu ze schroniska troszeczkę, niezbyt intensywnie ale znowu zaczęło cieknąć… Do Rytra przeszło. Wsiadamy do pojazdu i zmierzamy w kierunku domu. Absorbuje nas odnalezienie na youtube sylwestrowych piosenek. Dziewczyny chcą utrwalić sobie słowa. W Barcicach proszę Bożenę by zatrzymała się na poboczu gdyż inaczej zaleję jej samochód krwią. Wypad z pojazdu, a z nosa jak z kranu. Jprd. Finalnie trafiam na całodobową pomoc lekarska w Rytrze. Tam trzy zastrzyki w d(…), tabletka do ssania, ekg i dowiaduję się że mam nadciśnienie. Na tym „ojomie” spędzam ok. 2h. Pani doktor jak się przeludniło wskazuje na to co mogę a czego już nie. Ta druga lista obejmuje same dobre rzeczy. Nasuwa się logiczne pytanie: jak żyć? Zaopatrzony w skierowanie do szpitala na wypadek jakby co… wsiadam do pojazdu i lekko spóźnieni oddalamy się już definitywnie w kierunku naszych miejscowości. Wtedy jeszcze nikt z nas nie przypuszczał, że to nie koniec „wrażeń” tego dnia. Kurów. Most. Czołowo. 

„Ciągle jeszcze siedzimy w tym życia wagonie, Choć już wielu wysiadło na innym peronie
Ciągle jeszcze siedzimy w tym życia wagonie, Wciąż jedziemy przed siebie to jeszcze nie koniec”

bottom corner